Co będzie dalej?

To pytanie, które zadaje sobie pewnie każdy z nas. Każdy chciałby wiedzieć co nas czeka, jaka będzie przyszłość by móc odpowiednio zareagować i przygotować się na nieznane. Być może ten wpis nie będzie taki jakbym chciał raz w roku przychodzi taki czas, że ma się urodziny. Niby nic, ale jakoś w naszej ludzkiej naturze jest to dla nas ważne, bo przetrwaliśmy kolejną „wiosnę”. Jest to też element naszej kultury, który pozwala nam się po prostu cieszyć. 26 czerwca skończyłem 33 urodziny hmm… brzmi masońsko, niektórzy powiedzą Chrystusowe tak się mówi. Broń boże żeby sobie ktoś tutaj teorii nie dorabiał. Ten wpis może nie ma sensu i po raz kolejny będę się wstydził tego co napiszę, a może nie… Nie wiem. W każdym bądź razie jeśli jesteś ciekaw co chcę powiedzieć to zapraszam.

Oczekując na nieznane każdy z nas ma w głowie jakieś wyobrażenie tego co może się stać. Próbujemy racjonalizować rzeczywistość posiłkując się dziełami kultury od książek zaczynając (np. Rok 1984), a na filmach kończąc (np. Oni Żyją). Kiedy przychodzi odpowiedni moment, czy to kryzys, czy cokolwiek innego i jesteśmy na tyle świadomymi jednostkami, dalej zachowaliśmy w sobie człowieczeństwo zapala nam się czerwona lampka, która mówi „hej stary, stara coś jest nie tak!„. I wtedy zaczynamy dopiero szukać odpowiedzi. Niestety jak pokazała nam plandemia z ostatnich lat takich ludzi jest garstka – pokazują to statystyki osób zaszczepionych, pokazują to obrazy z tamtego czasu.

To była zbrodnia, to jest zbrodnia, ale minął pewien czas i czy ktokolwiek za to odpowiedział? Czy mimo tego jakie teraz można znaleźć w alternatywnych wiadomościach informacje na ten temat zmieniło się coś w kwestii szczepień? Czy rządowo korporacyjna medycyna teraz lepiej leczy ludzi, czy dalej jest to samo, a w niektórych przypadkach jest jeszcze gorzej?

Akceptacja zła jest na tyle duża, że sobie to WSZYSCY bez wyjątku racjonalizujemy, bo nie potrafimy pogodzić się z taką rzeczywistością. Zauważ, że to o czym teraz piszę to już było, to jest najświeższa historia, a teraz dzieją się równie złe rzeczy albo i gorsze…

Nie przyjąłem eliksiru wiecznego życia i żyje, mam problemy ze zdrowiem one zaczęły się na początku pandemii, ale nie mają nic wspólnego z tym co nam pierdolą do głów z telewizora. W takim razie jeśli uwierzyłbym w tamtym czasie w cały ten konglomerat medialny to, gdzie dzisiaj bym był? Być może nie pisałbym już do Was z tego miejsca. Rozumiecie co chcę powiedzieć. Nie będę się tutaj rozwodził nad tym jaki był poziom opieki zdrowotnej w trakcie plandemi, gdy potrzebowałem pomocy i nie było to związane z wirusem celebrytą, to zostałem potraktowany jak śmieć – po ludzku nigdy nikt mnie tak nie upokorzył jak lekarze w szpitalu. To jest trauma, która noszę do teraz w sobie.

Ale to tylko moje osobiste odczucia, jedna z wielu sytuacji, bo pacjentów w tym kraju mamy więcej niż jest lekarzy, którzy mogliby ich obsłużyć. A już na pewno nie za darmo… Coś o tym wiem z własnego doświadczenia. Jeśli kiedyś usłyszycie podczas zabiegu od lekarza „czy jest pan pierdolnięty?” tak jak ja, to usłyszałem wtedy może ci co wątpią zrozumieją. Taki mamy poziom medycyny. Ale zostawmy już to, bo przecież to przeszłość i nigdy już się nie powtórzy prawda? Pandemia SPARS to tylko kolejne ćwiczenie, tak samo jak Clade X, gdzie ginie 900 milionów ludzi w krótkim czasie. Możemy spać spokojnie.

Innym czynnikiem, który powinien skłonić wszystkich do myślenia jest de facto obecna sytuacja – wojna. Jeszcze nie ma globalnej wojny, ale ilu z Was zdaje sobie sprawę co robiły różne armie świata w formie ćwiczeń w trakcie plandemi? Praktycznie nikt tego nie rozumie, gdy mu o tym mówię, czy piszę. Z jednej strony to rozumiem, bo taka osoba potrzebuje dowodów na papierze, ale uwierz mi zwyczajnie na słowo, bo intensywnie śledziłem ten temat jakie wtedy rzeczy się działy w „tle”. Ćwiczenia na dużą skalę, często i gęsto robione w tajemnicy. W mediach umniejszano ich rolę ponieważ źle by to wyglądało, gdyby w trakcie śmiercionośnej pandemii napisali, że 50 tysięcy żołnierzy biega po poligonach. Po za tym to był dobry teatr by przetestować żołnierzy w warunkach bojowych z użyciem broni biologicznej. Jaka jest tutaj ocena – tego się nigdy nie dowiemy.

Przed plandemią w Wuhan, tym samym mieście, które jest oskarżane o początek zarazy odbyły się Igrzyska militarne w 2019 roku.

To z pozoru nic nieznaczące zdarzenie miało w sobie ukryty przekaz. To było przesłanie dla całej ludzkości, niczym inne tego typu „imprezy”. Jeśli ktoś myśli, że Chiny z całym BRCIS są po za systemem to jest w błędzie, to tylko jedna strona piramidy. Cała gra toczy się o to kto będzie dzierżył koronę władzy nad planetą Ziemia. Gdy o tym myślę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Orwell właśnie to miał na myśli. I wybaczcie uproszczenie, ale oddaje ono co mam na myśli:

Świat w Roku 1984 jest podzielony na trzy walczące ze sobą nieustannie supermocarstwa. Państwom tym, walczącym o wielki obszar obfitujący w potencjalnych niewolników i zasoby naturalne (część Afryki, Indie, Azja Południowo-wschodnia i Bliski Wschód), wcale nie zależy na pokoju, gdyż dzięki wojnie utrzymać można status quo wewnątrz. Dla każdego mocarstwa wojna jest po to, aby uzasadniać obywatelom konieczność istnienia reżimu, który chroni przed hordami sąsiadów. Walczą o tereny sporne, aby spożytkować ich zasoby na dalsze prowadzenie wojny. Popełniane są zbrodnie wojenne. Bitwy są prawdziwe, ale kampanie prowadzone tak, aby samemu nie zwyciężyć. Wojna uzasadnia także ogólnie panującą nędzę (połowa Oceanii chodzi bez butów, żyletki są towarem luksusowym, a przydział czekolady spada) i marną jakość tych towarów, które są dostępne.

I może na mapie w naszej rzeczywistości to tak nie wygląda, to jednak czuć tego „ducha” zbliżających się zmian. Z jednej strony agenda zachodnia plująca nam w oczy jadem Nowego Porządku Świata, a z drugiej wielobiegunowy porządek oferowany przez „wschód”. Koniec końców obie te siły dążą do tego samego. Im zawsze chodzi o kontrolę i dominację. Teraz jesteśmy świadkami upadku Hegemona Starego Porządku jakim były Stany Zjednoczone, które dominowały planetę przez XX wiek. Przedłużenie anglosaskiej władzy z Londynu, która osadzona masonerią wyrwała się spod władzy tamtego świata na rzecz nowego bytu jakim są Stany Zjednoczone. Kraj powstał na czaszkach rdzennych Indian, zbudowany przez Masonów. Olbrzymi kontynent na którym bez ograniczeń można zbudować kolejne „imperium”. I to masonom udało się w stu procentach. Stworzyli gospodarczego i militarnego molocha, który wydaje dzisiaj rocznie 1 biliard dolarów na zbrojenia, cała reszta planety razem wzięta nie wydaje tylu pieniędzy na armię.

Ale przychodzi czas, gdy imperium zaczyna przeżywać kryzys. Znamy to z historii jakkolwiek ona jest zakłamana to jednak pewnych faktów nie da się ukryć. Są zwycięzcy i przegrani, narody upadały i podnosiły się po porażce, a to wszystko działo się w prymitywnych warunkach miecza i stali. Dziś sytuacja z perspektywy historycznej przypomina to co już było, ale jednak jest inaczej. Rozwój technologiczny i ambicje są o wiele większe. Tworzy to pewnego rodzaju zagrożenie nie tyle dla samego imperium, które upada, ale dla całej cywilizacji, która teraz musi się zmierzyć nie tylko z zagrożeniem z zewnątrz, ale i wewnątrz.

Dzisiaj państwa zaczynają odgrywać rolę kukieł, a nie pierwszych skrzypiec ponieważ korporacje i cały globalny prywatny biznes zaczyna dominować politykę i kulturę danych państw. Dzisiaj jeśli jeden człowiek z BlackRock czy innej podobnej korporacji chciałby, mógłby wywołać globalny chaos jednym przyciskiem na klawiaturze. Fundusz inwestycyjny tak obrzydliwie bogaty, że jego macki sięgają każdej gałęzi przemysłu w dowolnym państwie na Ziemi. Finansowy Bóg silniejszy od banku centralnego większości państw, które tylko mogą pomarzyć o takich pieniądzach. Czy pieniądz rządzi światem? Oj tak.

I mimo tego, że mają je wszystkie, że mogą zrobić co chcą z naszymi państwami idą dalej. Dlaczego to robią? Ponieważ chcą jeszcze więcej władzy, chcą jeszcze bardziej panować nad Tobą, chcą byś był jak maszyna. Byś skończył jak niewolnik zbierający bawełnę w masońskiej Ameryce. Tych na samej górze piramidy nie obchodzi twój los, chcą byś im po prostu SŁUŻYŁ, jak maszyna. A gdy się zbuntujesz to mają plan awaryjny w postaci nowej technologii czyli autonomiczne maszyny. Taki świat nam tworzą. Pusty, wyjałowiony, gdzie każdy będzie „równy” jak w najgorszej wersji komunizmu. Ale pozostanie jedno:

W książce Georga Orwella Rok 1984 codzienny rytuał odbywający się w Oceanii. Polegał on na oglądaniu filmów propagandowych, których program był zmienny; zawsze centralną postacią Dwóch Minut Nienawiści był Emmanuel Goldstein – przywódca Braterstwa. Zazwyczaj podczas pokazywania Goldsteina w tle pojawiali się żołnierze państw wrogich Oceanii (Wschódazji lub Eurazji). Pod koniec Dwóch Minut Nienawiści nagle pojawiała się twarz Wielkiego Brata uspokajającego tłum biorący udział w zgromadzeniu. Po nim pojawiało się hasło partii: Wojna to pokój, wolność to niewola, ignorancja to siła.

I kiedy się nad tym głębiej zastanowisz, jak subtelnie wprowadza się te wszystkie zmiany zrozumiesz co mam na myśli. Nie jest to zwykła szuria odklejonego człowieka od rzeczywistości. To się dzieje tu i teraz i gdybym mógł przekazać swoje myśli innemu człowiekowi nie wiem, przez łącze niczym z Matrixa, to niektórym z Was by eksplodowała głowa. Ja znam finał tej rozgrywki jaka się toczy. I nie szukam proroków i wybawicieli, bo jedyne co nas może uratować to nasza własna świadomość. Wiedząc co się szykuje ty kimkolwiek jesteś, który to czyta chcesz pewnie jak najlepiej dla siebie i swojej rodziny i za to już ci się należy medal. Wiesz ilu ludzi nie obchodzi los drugiego człowieka? Jeśli chcesz zadbać o najbliższych to już jesteś wygrany, ponieważ dalej jesteś CZŁOWIEKIEM, który ma INSTYNKT PRZETRWANIA. I gdybym tylko potrafił zbił bym z Tobą pionę. Jeśli czujesz to co mam na myśli to bardzo mnie to cieszy.

Od 2016 roku napierdalam posty w tej sieci by budzić ludzi. Wiem, że to już się mija z celem, ale mimo tego dalej wierzę w jedną rzecz. Nawet jeśli nie obudzę nowych ludzi, to może chociaż pomogę tym, którzy się obudzili, a czują się samotni jak kurwa palec pośród całego tego gówna, które na nas władza zrzuciła. Może też sam szukam bratnich dusz, bo ode mnie odwrócili się wszyscy, ale mimo tego wszystkiego tego całego zła, które doświadczyłem i błędów, które popełniłem dalej się nie poddaje. Jak cholerny fanatyk wierzę w wolną ludzkość i że kiedyś będziemy mogli sobie wszyscy razem usiąść przy ognisku i śmiać się z tego wszystkiego o czym teraz gadam. Musimy przetrwać im bliżej 2030 tym będzie gorzej. Ja już to niejednokrotnie powtarzałem, że będą się działy rzeczy dziwne i niezrozumiałe gdy NWO będzie działać. Im bliżej końca pewnego okresu, który WYZNACZYLI ONI tym będzie gorzej dla nas i naszej wolności.

Technokraci mają plan na „nowego człowieka”, który będzie inteligentniejszy, sprawniejszy ode mnie, od ciebie i 100 innych sportowców, których znajdziesz z medalem. A może nawet to już się dzieje tylko my tego nie wiemy. Genomika i projekt nadludzi postępuje, coś co zrodziło się z eugeniki, dlatego tak dużo o tym napieprzałem przez lata ponieważ rozumiem jak myślą elity. Oni potrzebuję „nowej rasy” dla samych siebie. Prole, bo tym dal nich jesteśmy mamy być dnem społeczny, które ewentualnie potrafi przykręcić śrubkę, dlatego mieszają rasy kulturowo i wiarę, bo to burzy nasz rozwój jako tkanka społeczna przestajemy żyć razem, a dzielimy się, słabniemy. Rozbijane są nasze wartości, nasza wiara – jestem daleki od religii, ale jeśli może to podtrzymać przetrwanie narodu to będę to tak samo wspierał jak przetrwanie naszej kultury i dziedzictwa, które budowaliśmy tysiące lat. Nam już dawno temu odebrano jakąś „cząstkę” tego kim tak naprawdę jesteśmy, ale mimo to dalej tu jesteśmy.

Musimy znaleźć w sobie siłę, która pozwoli to utrzymać byśmy nie przegrali, nawet jeśli nie dla siebie to dla naszych dzieci. Czy chcemy świata w którym będziemy żyć jak niewolnicy z kodem QR na czole zajadając robaki, czy może świata w który możemy spełnić najskrytsze nasze marzenia i pociągnąć rasę ludzką na wyżyny naszych możliwości?

Technologia nie idzie w parze z duchowością, być może macie mnie za takiego, który jest bezduszny i opiera się tylko na danych, ale tak nie jest. Natomiast na pewno nie chcę mieć nic wspólnego z żadną religią, czy wierzę w Boga? Może tak, może nie, dobrym lekarstwem jest mieć wątpliwości natomiast nie wierzę, że jesteśmy bezdusznymi maszynami. Jest jakaś energia, która kształtuje tą naszą świadomość w ten czy inny sposób jakaś „bateria” gdzieś tam musi być. Nasza rzeczywistość byłaby bardzo smutnym miejscem gdyby okazał się pusta bez duszy, dlatego tak samo jak wierzę w to, że nie jesteśmy sami tak samo wierzę w to, że mamy duszę. I za każdym razem gdy dzieje się niesprawiedliwość tak mi się wydaje nasza dusza krzyczy. Przynajmniej ja tak czuję. Być może inni też to czują, ale boją się przyznać do własnych emocji, a one właśnie przychodzą stamtąd…

W tym wpisie w którym wydaje mi się poruszyłem już kilka tematów chodzi mi o to by czytający zmusił się do chwili refleksji, zadumał w sobie. Nie mam zielonego pojęcia czy mi się to udało, ale jeśli tak to daj znać. Warto jest rozmawiać i szukać odpowiedzi na nurtujące nas pytania, a gdy nie zadajemy pytań i przyjmujemy jak gąbka to znaczy, że ktoś nad nami ma władzę, a tego chyba nikt nie chce.

Pozdrawiam
Mora

Wesprzyj rozwój strony!