System policyjny w Wielkiej Brytanii jest – jak nam się mówi – w ruinie. W poniedziałek minister spraw wewnętrznych, Shabana Mahmood, ogłosiła, że ratunek nadejdzie w postaci algorytmów, furgonetek do rozpoznawania twarzy i pokaźnego czeku wystawionego na przyszłość.
Rząd planuje wydać 140 milionów funtów (191 milionów dolarów) na sztuczną inteligencję i powiązane z nią technologie, obiecując, że uwolni to sześć milionów godzin pracy policji rocznie – co stanowi równowartość 3000 funkcjonariuszy. Inicjatywa ta jest reklamowana jako największa reforma policji w Anglii i Walii od 200 lat, mająca na celu wprowadzenie skrzypiącego systemu w nowoczesny świat. Ambicje są poważne. Konsekwencje również.
Plan zakłada wykorzystanie oprogramowania AI, które będzie analizować nagrania z monitoringu (CCTV), dzwonków do drzwi i telefonów komórkowych, wykrywać deepfake’i, przeprowadzać cyfrową informatykę śledczą oraz obsługiwać zadania administracyjne, takie jak wypełnianie formularzy, redagowanie dokumentów i transkrypcja. Argumentacja Mahmood opiera się na tym, że przestępcy stają się coraz sprytniejsi, podczas gdy niektóre jednostki policji wciąż tkwią przy narzędziach z innej epoki.
Wyraziła to jasno: „Przestępcy działają w coraz bardziej wyrafinowany sposób. Tymczasem niektóre siły policyjne wciąż walczą z przestępczością metodami analogowymi”. Obiecała również rezultaty: „Wprowadzimy najnowocześniejszą technologię, aby wysłać więcej funkcjonariuszy na ulice, a gwałcicieli i morderców osadzić za kratami”.
Jest w tym pewna logika. Mało kto argumentowałby, że przeszkoleni funkcjonariusze powinni tonąć w papierkowej robocie. Technologia może w tym pomóc. Niepokój budzi jednak to, co niesie ze sobą dodatkowo.
Rozpoznawanie twarzy w czasie rzeczywistym jest agresywnie rozszerzane. Liczba furgonetek policyjnych wyposażonych w tę technologię wzrośnie pięciokrotnie – z dziesięciu do pięćdziesięciu – i będą one operować w całym kraju. Systemy te skanują twarze w przestrzeni publicznej i porównują je z listami osób poszukiwanych.
Jest to forma masowej inwigilacji, a gdy zautomatyzowane systemy popełniają błędy, konsekwencje ponoszą prawdziwi ludzie. Tak było w przypadku Shauna Thompsona, aktywisty walczącego z przestępczością z użyciem noży, który został niesłusznie wyłapany przez technologię rozpoznawania twarzy policji metropolitalnej.
Na początku tego miesiąca Mahmood przyjęła ton wyraźnie aprobujący logikę panoptykonu, zamiast przed nią ostrzegać. Przekonywała, że sama świadomość bycia obserwowanym może odstraszać od przestępstw, opisując widoczność i nieuchronność jako potężne narzędzia współczesnej policji. W jej ujęciu technologia, która sprawia, że przestępcy czują się obserwowani, nie jest zagrożeniem dla życia publicznego, lecz cechą bezpieczniejszego społeczeństwa – pod warunkiem, że jest wdrażana przez państwo, a nie pozostawiona przypadkowi lub prywatnym podmiotom.

Mahmood powiedziała: „Gdy nadchodzi przyszłość, zawsze pojawiają się sceptycy. 100 lat temu krytykowano pobieranie odcisków palców jako ograniczanie naszych wolności obywatelskich. Dziś jednak nie wyobrażamy sobie pracy policji bez tej metody. Nie mam wątpliwości, że to samo okaże się prawdą w przypadku technologii rozpoznawania twarzy w nadchodzących latach”.
Rozpoznawanie twarzy to jednak nie to samo co odciski palców, ponieważ działa na odległość i bez aktywnego udziału jednostki. Odciski palców pobiera się po aresztowaniu lub za zgodą, w kontrolowanych warunkach, i spoczywają one cicho w bazach danych do momentu pojawienia się konkretnej potrzeby śledczej. Rozpoznawanie twarzy działa w przestrzeni publicznej, automatycznie skanując twarze ludzi zajmujących się swoimi sprawami – z których większość nie jest podejrzana o żadne wykroczenia – i sprawdzając je w bazach danych.
