Wielka Brytania nakazuje Ofcomowi zbadanie 'backdoorów’ w szyfrowaniu

Do tej pory wszyscy słyszeliśmy już ten znajomy refren: „To dla waszego bezpieczeństwa”. To kojąca mantra każdego urzędnika państwowego, który kiedykolwiek chciał zajrzeć za wasze cyfrowe zasłony.

W tym tygodniu, wykonując ruch, przy którym NRD mogłaby się zarumienić, brytyjski rząd oficjalnie potwierdził zamiar przekazania Ofcomowi (tak, temu samemu Ofcomowi – regulatorowi, który kiedyś badał, czy program Love Island nie jest zbyt pikantny) kluczy do waszych prywatnych wiadomości.

Kraj, który i tak doświadcza gwałtownego ograniczania swobód obywatelskich, planuje teraz skanowanie zaszyfrowanych czatów w poszukiwaniu „złych rzeczy”.

Dla niewtajemniczonych: Ofcom to brytyjski organ regulacyjny ds. komunikacji, któremu niedawno przyznano uprawnienia do wywierania nacisków w kwestii cenzury wypowiedzi w Internecie. Stał się on szwajcarskim scyzorykiem rządu do wszystkiego – od cenzury sieci po, jak się okazuje, pełnowymiarową inwigilację.

Na mocy ustawy o bezpieczeństwie online (Online Safety Act), Ofcom otrzymał do ręki narzędzie zwane „Sekcją 121”. Brzmi to jak luka podatkowa, ale w rzeczywistości jest to prawny łom służący do podważania zaszyfrowanych wiadomości. Pozwala on regulatorowi zmusić dowolny serwis internetowy umożliwiający komunikację – Facebook Messenger, Signal, iMessage itd. – do zainstalowania „akredytowanej technologii” w celu skanowania treści pod kątem terroryzmu lub wykorzystywania dzieci.

Działa to w ten sposób, że skanowane są wszystkie twoje wiadomości. Nie tylko te podejrzane. Nie tylko te zgłoszone. Każda jedna wiadomość. Na twoim urządzeniu. Zanim zostanie zaszyfrowana. To jest „skanowanie po stronie klienta” (client-side scanning), co jest sprytnym eufemizmem dla sformułowania: „zamieniamy twój telefon w rządowego informatora”.

Powiedzmy sobie jasno, o co toczy się gra. Szyfrowanie end-to-end to coś, co sprawia, że twoje prywatne wiadomości pozostają prywatne. Jednak brytyjski plan w praktyce czyni to szyfrowanie bezużytecznym. Jeśli wiadomość zostaje zeskanowana przed jej zaszyfrowaniem, całe to zabezpieczenie jest równie przydatne, co zakładanie kłódki na drzwi, które i tak są otwarte na oścież.

To nie jest jakiś skutek uboczny. To jest sedno sprawy.

Lord Hanson z Flint – człowiek wybrany do dostarczenia tej wyjątkowo orwellowskiej aktualizacji w Izbie Lordów – potwierdził, że Ofcom ma zacząć korzystać z tych uprawnień natychmiast po ukończeniu swojego raportu. „Wyznaczyliśmy datę na kwiecień 2026 roku” – powiedział, prawdopodobnie polerując swój uśmiech z serii „nie ma tu nic do oglądania” – „i spodziewamy się działać niezwykle szybko, gdy tylko otrzymamy raport”.

Baronessa Butler-Sloss, najwyraźniej zmęczona czekaniem, aż ta dystopia nadejdzie zgodnie z harmonogramem, naciskała, by Ofcom wziął się do roboty. „Pracujcie nad tym już teraz” – stwierdziła. W międzyczasie baronessa Berger pojawiła się, by promować coś, co nazwała „technologią zapobiegania przesyłaniu” (upload prevention technology). Brzmi to jak program antywirusowy skrzyżowany z purytańskim dyrektorem szkoły, a ona sama twierdziła, że może to powstrzymać szkodliwe treści przed ich rozprzestrzenianiem. Uroczy pomysł. Dokładnie tak samo działa chińska cenzura.

Oskarżyła ona również firmy technologiczne o kłamstwo, gdy te twierdzą, że skanowanie zaszyfrowanych wiadomości jest niemożliwe. I być może kłamią. Ale kiedy twoją odpowiedzią na to jest: „Cóż, po prostu zmusimy ich do posłuszeństwa prawem”, nie rozwiązujesz problemu. Budujesz cyfrowy panoptykon z gracją młota kowalskiego.

Problem polega na tym: gdy raz zainstalujesz infrastrukturę do skanowania pod kątem jednego rodzaju treści – bez względu na to, jak ohydnych – zostanie ona tam na zawsze. A to narzędzie, jak każde narzędzie rządowe, zostanie „przekwalifikowane”.

Zaczyna się od materiałów dotyczących wykorzystywania dzieci, bo kto będzie bronił tego, by ich nie wyłapywać? Potem może kilka terrorystycznych memów. Potem może „mowa nienawiści”. Potem „dezinformacja”. Potem żart z fryzury premiera. I nagle jesteś daleko od demokracji. Stajesz się po prostu najemcą miejsca w cyfrowym więzieniu na świeżym powietrzu, gdzie każde twoje słowo jest po cichu archiwizowane w bazie danych obok historii zakupów na Amazonie i tego jednego wstydliwego wyszukiwania z 2013 roku.

Krzyczymy o tym od lat. Nie da się zbudować systemu skanowania, który znajduje tylko „złe rzeczy”.

Rząd gra w długą grę. Ofcom wyda swój raport do kwietnia 2026 roku, po czym nastąpią „konsultacje”, które – powiedzmy sobie szczerze – zawsze zmierzają tylko w jedną stronę, a następnie MSW (Home Office) zadziała „niezwykle szybko”, cokolwiek to oznacza w biurokratycznym czasie.

Pewne jest jedno: jeśli postawią na swoim, prywatność w komunikacji w Wielkiej Brytanii przestanie istnieć.

Źródło