Początek zimnej wojny przyniósł nowe zagrożenia i obawy dla urzędników odpowiedzialnych za amerykański program broni biologicznej. Zdeterminowani, aby przewidzieć ewentualne ataki ze strony Związku Radzieckiego, Stany Zjednoczone przeprowadziły ponad 200 testów krajowych mających na celu ocenę podatności kraju na wojnę biologiczną.
Od Pentagonu po Pacyfik
Ira Baldwin, dyrektor naukowy Camp Detrick podczas II wojny światowej, opuścił swoje stanowisko po zwycięstwie aliantów w 1945 roku i powrócił do nauczania na Uniwersytecie Wisconsin. Nadal jednak doradzał rządowi w kwestiach dotyczących broni biologicznej, w szczególności zagrożenia, jakie mogło stanowić uwolnienie środków biologicznych przez szpiegów wrogich mocarstw w amerykańskich miastach. W raporcie z października 1948 roku Baldwin stwierdził, że Stany Zjednoczone są „szczególnie narażone na tego typu ataki”. Aby jednak określić dokładny charakter tych słabości, należało przeprowadzić tajne testy terenowe w celu ustalenia podatności celów potencjalnie interesujących wroga. Korpus Chemiczny Armii, który zarządzał Camp Detrick, zgodził się z oceną Baldwina i utworzył w Camp Detrick Wydział Operacji Specjalnych w celu przeprowadzenia testów. Jego pierwszym celem miał być Pentagon.
W sierpniu 1949 r. agenci Wydziału Operacji Specjalnych przeniknęli do największego budynku biurowego na świecie i rozpylili bakterie w systemie wentylacyjnym Pentagonu, które następnie rozprzestrzeniły się w całym budynku.
Agenci przeszli do testów na większą skalę, uwalniając chmury zawierające rzekomo nieszkodliwe bakterie ze statków marynarki wojennej u wybrzeży Norfolk w stanie Wirginia w kwietniu 1950 r. oraz u wybrzeży San Francisco we wrześniu 1950 r. Eksperymenty w San Francisco wykazały narażenie prawie wszystkich 800 000 mieszkańców miasta. Gdyby uwolnione bakterie były bakteriami wąglika lub innymi zjadliwymi patogenami, liczba ofiar byłaby ogromna.
Program St Jo i koncepcja dużego obszaru
Sukces pierwszych testów terenowych tylko zwiększył zapotrzebowanie na kolejne eksperymenty. W odpowiedzi na prośbę Sił Powietrznych w 1953 r. Korpus Chemiczny stworzył program St Jo, a agenci przeprowadzili symulowane ataki wąglikiem na St. Louis, Minneapolis i Winnipeg. Bakterie zostały uwolnione z generatorów umieszczonych na dachach samochodów, a lokalne władze poinformowano, że stosuje się „niewidzialną zasłonę dymną”, aby zamaskować miasto przed radarami wroga. Kolejnym etapem było zwiększenie zasięgu rozprzestrzeniania się cząstek, rozrzucając je z samolotów, aby sprawdzić, jak duży obszar mogą one pokryć. Pierwszy eksperyment w ramach koncepcji dużego obszaru, przeprowadzony w 1957 r., polegał na rozproszeniu mikroorganizmów na obszarze od Dakoty Południowej do Minnesoty; monitorowanie wykazało, że niektóre cząsteczki ostatecznie przemieściły się na odległość około 1200 mil. Dalsze testy objęły obszary od Ohio do Teksasu i od Michigan do Kansas. Według armii eksperymenty te „udowodniły możliwość pokrycia dużych obszarów kraju środkami [broni biologicznej]”.
Lotniska i metro
Bakteria Serratia marcescens. Testy na otwartym powietrzu trwały przez całe lata 60., a agenci Wydziału Operacji Specjalnych symulowali coraz bardziej zuchwałe ataki. W 1965 r. rozprzestrzenili bakterie na terenie lotniska National Airport w Waszyngtonie, a rok później agenci zrzucili żarówki wypełnione organizmami na tory metra w Nowym Jorku. „Myślę, że rozprzestrzeniły się całkiem dobrze” – powiedział później uczestnik Wally Pannier – „ponieważ co kilka minut z każdego przejeżdżającego pociągu powstawał naturalny aerozol”. Zakończenie przez prezydenta Nixona w 1969 r. programu ofensywnej broni biologicznej Stanów Zjednoczonych położyło kres testom na otwartym powietrzu, ale opinia publiczna dowiedziała się o tych testach dopiero w 1977 r. Krewni starszego mężczyzny, Edwarda Nevina, który zmarł na skutek zakażenia szpitalnego sześć miesięcy po testach w San Francisco, pozwali rząd w 1981 roku, twierdząc, że rzekomo nieszkodliwa bakteria Serratia marcescens użyta w tych testach była w rzeczywistości przyczyną jego śmierci. W rezultacie sądy orzekły na ich niekorzyść, głównie dlatego, że powodowie nie byli w stanie udowodnić, że bakterie użyte w testach były takie same jak te, które zabiły pana Nevina.
