Ponad 10 lat później wciąż pamiętam twarz mojego brata Seana. Była jasnoczerwona. Był wściekły. Sean, który nie był skłonny do wybuchów gniewu, był wściekły. Był ojcem i właśnie usłyszał, że iraccy żołnierze wyjęli dziesiątki niemowląt z inkubatorów w Kuwejcie i pozostawili je na śmierć. Irakijczycy wysłali inkubatory z powrotem do Bagdadu. Mój brat, z natury pacyfista, nie był tego dnia w spokojnym nastroju. „Musimy pojechać i schwytać Saddama Husajna. Natychmiast” – powiedział z pasją.
Całkowicie rozumiałem jego uczucia. Chociaż nie miałem wtedy własnej rodziny, kto mógłby tolerować taką brutalność? Wiadomość o rzezi nadeszła w kluczowym momencie rozważań nad tym, czy Stany Zjednoczone powinny zaatakować Irak. Ci, którzy oglądali nieustanne debaty w telewizji, widzieli, że wielu z tych, którzy wcześniej wahali się w tej kwestii, zostało przemienionych w wojowników przez to szokujące wydarzenie.
Szkoda, że to się nigdy nie wydarzyło. Historia dzieci w inkubatorach jest klasycznym przykładem tego, jak łatwo można wprowadzić w błąd opinię publiczną i ustawodawców w momentach wysokiego napięcia. Jest to również żywy przykład tego, jak można manipulować mediami, jeśli nie zachowamy czujności.
Wymyślona historia ostatecznie się rozpadła i została zdemaskowana. (Po raz pierwszy zobaczyłem ją w grudniu 1992 roku w programie CBC-TV Fifth Estate – kanadyjskim odpowiedniku „60 Minutes” – w odcinku zatytułowanym „Selling the War”. Program ten zdobył później międzynarodową nagrodę Emmy). Minęło jednak 10 lat od tego wydarzenia i ponownie stoimy przed dramatycznymi decyzjami dotyczącymi wojny. Warto przyjrzeć się temu, co się wydarzyło, aby nie dać się ponownie oszukać żadnej ze stron.
W sierpniu 1990 roku Irak najechał Kuwejt. Jak donosiła BBC: „Władca kraju, szejk Jaber al-Ahmed al-Sabah, uciekł na wygnanie w swoim opancerzonym mercedesie, przemierzając pustynię do sąsiedniej Arabii Saudyjskiej”.
Rząd Kuwejtu musiał znaleźć sposób, aby „sprzedać wojnę” amerykańskiej opinii publicznej, która była nią zainteresowana, ale nie była głęboko zaangażowana. W związku z tym, pod auspicjami grupy o nazwie Citizen for a Free Kuwait (Obywatele na rzecz Wolnego Kuwejtu), która w rzeczywistości była rządem Kuwejtu na uchodźstwie (według autora Johna R. MacArthura grupa otrzymała prawie 12 milionów dolarów od rządu Kuwejtu i tylko 17 000 dolarów od innych podmiotów), amerykańska firma PR Hill & Knowlton została zatrudniona za 10,7 miliona dolarów do opracowania kampanii mającej na celu zdobycie poparcia Amerykanów dla wojny. Craig Fuller, prezes i dyrektor operacyjny firmy, był szefem sztabu ówczesnego prezydenta George’a Busha, kiedy starszy Bush pełnił funkcję wiceprezydenta za rządów Ronalda Reagana. Posunięcie to miało sens – w końcu dostęp do władzy jest w Waszyngtonie wszystkim, a ludzie z Hill & Knowlton mieli go pod dostatkiem.
Nie było to łatwe zadanie. W końcu Kuwejt nie był „krainą miłującą wolność”. Zaledwie kilka tygodni przed inwazją Amnesty International oskarżyła rząd Kuwejtu o więzienie dziesiątek dysydentów i torturowanie ich bez procesu. Aby poprawić wizerunek Kuwejtu, firma zorganizowała Dzień Informacji o Kuwejcie na 20 kampusach uniwersyteckich, ogólnokrajowy dzień modlitwy za Kuwejt, rozdała tysiące naklejek na zderzaki z napisem „Free Kuwait” (Uwolnić Kuwejt) i podjęła inne podobne tradycyjne działania PR. Jednak żadne z nich nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. W ciągu pierwszych dwóch miesięcy poparcie amerykańskiej opinii publicznej pozostawało umiarkowane.
Według książki MacArthura „Second Front” (Drugi front), pierwsza wzmianka o wyjmowaniu dzieci z inkubatorów pojawiła się w wydaniu londyńskiego dziennika „Daily Telegraph” z 5 września. Gazeta opublikowała oświadczenie wygnanego ministra ds. mieszkalnictwa Kuwejtu, który twierdził, że „dzieci z oddziału wcześniaków jednego ze szpitali zostały wyjęte z inkubatorów, aby można je było również zabrać”. Dwa dni później LA Times opublikował artykuł agencji Reuter, w którym cytowano Amerykankę (podano tylko imię), która twierdziła między innymi, że niemowlęta były wyjmowane z inkubatorów, chociaż sama tego nie widziała.
Od tego momentu sprawa nabrała tempa, ponieważ kolejne media zaczęły powtarzać tę historię bez sprawdzania jej prawdziwości. Wyczuwając okazję, ludzie z Hill & Knowlton rzucili się na tę historię.
Kluczowy moment nastąpił 10 października, kiedy to przed komisją kongresową pojawiła się młoda kobieta o imieniu Nayirah. Powiedziała komisji: „Widziałam, jak iraccy żołnierze weszli do szpitala z bronią i udali się do sali, w której znajdowało się 15 dzieci w inkubatorach. Wyjęli dzieci z inkubatorów, zabrali inkubatory i zostawili dzieci na zimnej podłodze, skazując je na śmierć”.
Według dokumentu CBC Fifth Estate, firma Hill & Knowlton natychmiast przesłała faksem szczegóły jej wypowiedzi do redakcji w całym kraju. Efekt był elektryzujący. Historia dzieci w inkubatorach stała się głównym tematem w gazetach, radiu i telewizji w całych Stanach Zjednoczonych.
Ciekawe, że nikt – ani kongresmeni obecni na przesłuchaniu, ani żaden z dziennikarzy – nie zadał sobie trudu, aby ustalić tożsamość tej młodej kobiety. Była ona córką ambasadora Kuwejtu w Stanach Zjednoczonych i w rzeczywistości nie była świadkiem opisywanych przez siebie „okrucieństw”. (Kiedy później skonfrontowano ją z brakiem dowodów na poparcie jej twierdzeń, młoda kobieta powiedziała, że sama nie była w szpitalu, ale opowiedziała jej o tym przyjaciółka, która tam była).
Podobne niepotwierdzone historie pojawiły się kilka tygodni później w ONZ, gdzie grupa „świadków” przeszkolonych przez Hill & Knowlton złożyła „zeznania” (chociaż nie złożono żadnej przysięgi) na temat okrucieństw w Iraku. Później okazało się, że siedmiu świadków użyło fałszywych nazwisk, a w jednym przypadku nawet fałszywych tożsamości. W bezprecedensowym posunięciu Stany Zjednoczone otrzymały pozwolenie na przedstawienie całej Radzie Bezpieczeństwa filmu wideo stworzonego przez Hill & Knowlton.
Jednak żaden dziennikarz nie zadał sobie trudu, aby zbadać twierdzenia tych świadków. Jak napisała Susan B. Trento w swojej książce „The Power House”, będącej dogłębną analizą firmy Hill & Knowlton, „dyplomaci, kongresmeni i senatorowie potrzebowali czegoś, co potwierdziłoby ich stanowisko. Media potrzebowały wizualnych, interesujących historii”.
29 listopada 1990 r. ONZ zezwoliła na użycie „wszelkich niezbędnych środków” w celu wyparcia Iraku z Kuwejtu. 12 stycznia 1991 r. Kongres zezwolił na użycie siły.
Historia ta została później podważona przez organizacje takie jak Middle East Watch, Amnesty International oraz różne inne grupy i organizacje medialne.
Jak komentuje Trento w swojej książce, skuteczność działań Hill & Knowlton, a nawet ich konieczność, pozostaje kwestią sporną. Rząd USA rozpoczął już ogromną kampanię mającą na celu przekonanie Amerykanów do poparcia wojny z Irakiem. Jednak kampania PR zdecydowanie wywarła wpływ.
Dzisiejszy świat mediów różni się od tego z 1992 roku. Wtedy wiadomości przekazywały CNN i zwykłe kanały telewizyjne, a także gazety. Obecnie istnieje znacznie więcej kanałów telewizyjnych i kablowych, a także Internet, które wymagają dostarczania informacji 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. W rzeczywistości znacznie łatwiej byłoby komuś rozpowszechnić sfabrykowaną historię jeszcze szybciej. Irakijczykom byłoby to tak samo łatwe w świecie arabskim, jak ich przeciwnikom na Zachodzie.
W swojej znakomitej książce poświęconej reportażom wojennym „The First Casualty (of War is the Truth)” brytyjski dziennikarz Phillip Knightly pokazuje, jak ważne jest, aby media zachowały czujność. Chociaż wojna z Irakiem może być rzeczywiście nieunikniona, wszystkim nam dobrze zrobi upewnienie się, że powody, dla których ją rozpoczynamy, są uzasadnione, a nie wymyślone przez bogato finansowane firmy public relations.
Wirtualna Kawa | Telegram | Grupa Dyskusyjna | Facebook | X | Instagram | Rumble
