W ekskluzywnym wywiadzie dla stacji Russia Today, minister spraw zagranicznych Iranu, Abbas Araghchi, kreśli bezkompromisowy obraz współczesnej geopolityki, w której tradycyjna dyplomacja ściera się z twardą siłą militarną. Przebywający z wizytą w Moskwie szef irańskiego resortu dyplomacji po raz pierwszy tak otwarcie mówi o kulisach zerwanych negocjacji z otoczeniem Donalda Trumpa oraz o „gorzkim doświadczeniu” ataków na irańskie obiekty nuklearne, które nastąpiły w samym środku rozmów.
Araghchi nie tylko podsumowuje straty infrastrukturalne po nalotach w Natanz i Fordo, ale wysyła jasny sygnał do Waszyngtonu: irańska myśl technologiczna jest niezniszczalna, a droga do porozumienia wiedzie wyłącznie przez szacunek, a nie dyktat. W rozmowie poruszono również kluczowe kwestie regionalne, od pogłębiającego się partnerstwa strategicznego z Rosją, przez zaskakującą odwilż w relacjach z Arabią Saudyjską, aż po radykalną wizję rozwiązania kwestii palestyńskiej. To portret dyplomacji kraju, który mimo sankcji i presji militarnej, zamierza aktywnie współtworzyć nowy, wielobiegunowy ład światowy.
Dziennikarz: Przebywa Pan w Moskwie – kraju, w którego Ministerstwie Spraw Zagranicznych funkcjonują zarówno tradycyjne mechanizmy dyplomatyczne, jak i specjalna grupa robocza ds. relacji z administracją Trumpa, szczególnie poprzez specjalnego wysłannika prezydenta, Steve’a Witkoffa. Wiem, że ten kanał był otwarty również dla Iranu. Czy uważa Pan tę ścieżkę za skuteczniejszą lub bardziej obiecującą niż tradycyjna dyplomacja instytucjonalna prowadzona przez Departament Stanu USA?
Araghchi: Rzeczywistość jest taka, że byłem w kontakcie ze Steve’em Witkoffem; oczywiście nie w ostatnich dniach, ponieważ kilka miesięcy temu podjęliśmy decyzję o zawieszeniu tych kontaktów. Negocjowałem z nim kwestię irańskiego programu nuklearnego. Przeprowadziliśmy pięć rund rozmów, a nawet wyznaczyliśmy termin szóstej rundy na 15 czerwca. Jednak dwa dni wcześniej Izraelczycy nas zaatakowali. Atak ten był niesprowokowany i nielegalny, a następnie dołączyły do niego Stany Zjednoczone.
To było doprawdy osobliwe, że zdecydowano się na atak w samym środku negocjacji. Było to dla nas bardzo gorzkie doświadczenie. Właściwie mieliśmy już wcześniej inne gorzkie doświadczenie, gdy USA zdecydowały się bez żadnego uzasadnionego powodu wycofać z porozumienia z 2015 roku, znanego jako JCPOA. Jedynym powodem był fakt, że ówczesny prezydent USA nie aprobował osiągnięć poprzedniej administracji. Po tej dwunastodniowej wojnie nadal byłem w kontakcie ze Steve’em Witkoffem i wymienialiśmy poglądy. Oni nalegali na wznowienie negocjacji, ale moim zdaniem to naleganie szło w parze z całkowicie błędnym podejściem.
Dziennikarz: Czy mogę zapytać o to podejście? Słyszałem, że po czerwcowych atakach na irańskie obiekty nuklearne stwierdził Pan, iż Iran nie odpowiada pozytywnie na groźby i presję, ale reaguje na szacunek i godność. Czy uważa Pan, że obecna administracja USA jest jeszcze zdolna do przyjęcia takiej postawy?
Araghchi: To zależy od tego, czy dojdą do wniosku, że negocjacje różnią się od dyktatu. Jesteśmy gotowi na sprawiedliwe i zrównoważone porozumienie osiągnięte drogą negocjacji, ale nie jesteśmy gotowi na akceptację dyktatu. Jeśli wyjdą do nas z uczciwą i wyważoną propozycją rozwiązania wynegocjowanego, opartego na wzajemnych korzyściach obu stron, wówczas ją rozważymy. W rzeczywistości, jak wiadomo, nawet w bieżącym roku 2025 mieliśmy gorzkie doświadczenia, nie mówiąc o latach poprzednich. Negocjowaliśmy, a w tym samym czasie zostaliśmy zaatakowani. Kolejny raz, na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ, przystąpiliśmy do rozmów, aby znaleźć rozwiązanie dla kwestii tzw. mechanizmu „snapback”. Przedstawiliśmy dobre pomysły, ale wszystkie zostały odrzucone. Wtedy uznaliśmy, że wystarczy. Oni nie są gotowi na sprawiedliwe porozumienie. Musimy więc poczekać, aż dojrzeją do tego punktu, i wtedy będziemy mogli rozmawiać.
Dziennikarz: Mówił Pan o czasie. Minęło sześć miesięcy od amerykańskich ataków na irańskie obiekty nuklearne w Natanz i Fordo, a skala zniszczeń wciąż jest przedmiotem spekulacji. Na przykład Pentagon w swojej ocenie stwierdził, że irański program nuklearny został cofnięty o rok do dwóch lat. Czy uważa Pan tę ocenę za wiarygodną?
Araghchi: Faktem jest, że nasze obiekty ucierpiały, i to poważnie. Ale faktem jest również to, że nasza technologia wciąż istnieje, a technologii nie da się zbombardować. Nasza determinacja i wola również pozostają niezłomne. Mamy w pełni uzasadnione prawo do pokojowego wykorzystania technologii jądrowej, w tym do wzbogacania uranu, i zamierzamy z tego prawa korzystać.
Samodzielnie rozwinęliśmy tę technologię. Nasi naukowcy poświęcili się dla niej. Nasz naród poniósł ofiary; cierpiał z powodu sankcji, a teraz z powodu niszczycielskiej wojny. Dlatego nie możemy zrezygnować z naszych praw. Jednocześnie jesteśmy gotowi dać pełne zapewnienie, że nasz program ma charakter pokojowy i taki pozostanie na zawsze. Dokładnie to zrobiliśmy w 2015 roku. Wtedy zgodziliśmy się na budowę zaufania co do pokojowego charakteru naszego programu w zamian za zniesienie sankcji. Ten proces zakończył się sukcesem. USA, trzy kraje europejskie (E3), Rosja i Chiny podjęły z nami dialog językiem szacunku. Chciały sprawiedliwego porozumienia: budowa zaufania w zamian za zniesienie sankcji, a my odpowiedzieliśmy pozytywnie. Rezultat był nadzwyczajny. Osiągnęliśmy porozumienie, które cały świat świętował jako sukces dyplomacji. Mamy więc to doświadczenie, ale mamy też inne – doświadczenie operacji militarnej. To ostatnie nie pozwoliło osiągnąć celów, podczas gdy dyplomacja okazała się skuteczna. Mamy zatem dwie opcje. Wybór należy do Stanów Zjednoczonych.
Dziennikarz: Obecnie Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) domaga się dostępu do uszkodzonych obiektów, podczas gdy Iran nalega, aby po atakach Izraela i USA na infrastrukturę, procedury inspekcyjne zostały poddane rewizji. Jakich zmian w podejściu Agencji oczekujecie? Czy samo potępienie ataków wystarczy, czy oczekujecie od MAEA zmiany sposobu funkcjonowania?
Araghchi: Moim zdaniem to wielce ubolewania godne, że Agencja i jej Dyrektor Generalny nie byli w stanie potępić agresji i ataku na pokojowy obiekt jądrowy, który znajdował się pod nadzorem i systemem zabezpieczeń (safeguards) samej Agencji. Stało się to bardzo złym precedensem w historii MAEA. Jednak kwestia inspekcji w zaatakowanych obiektach to sprawa odrębna. Pozostajemy zaangażowanym członkiem Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) i jesteśmy gotowi do współpracy z Agencją. Mamy jednak do niej proste pytanie: proszę nam powiedzieć, w jaki sposób ma być kontrolowany obiekt jądrowy, który został zaatakowany militarnie? Na to pytanie nie ma odpowiedzi, ponieważ nie ma takiego precedensu.
Dlatego uzgodniliśmy – a Agencja to zaakceptowała – że konieczne są negocjacje w celu znalezienia konkretnej metody i ram prawnych dla sposobu przeprowadzania inspekcji w tych obiektach. Ta kwestia jest obecnie na stole i musimy usiąść z MAEA, aby o tym porozmawiać.
Dziennikarz: Jest Pan teraz w Rosji. Kraj ten boryka się z podobnym problemem w relacjach z Agencją, ponieważ MAEA z przyczyn najwyraźniej politycznych unika potępienia ataków militarnych na Zaporoską Elektrownię Jądrową. Dlaczego, Pana zdaniem, Agencja wykazuje taką pobłażliwość wobec czegoś, co wydaje się rosnącą akceptacją dla „terroryzmu nuklearnego”? Czy uważa Pan, że Iran i Rosja mogą podjąć wspólne działania w tej kwestii? Wydaje się to być wspólnym obszarem obaw.
Araghchi: MAEA w założeniu ma być organem profesjonalnym, ale w praktyce jest instytucją polityczną lub stała się nią pod wpływem niektórych państw w Radzie Gubernatorów. Dyrektor Generalny Agencji jest w rzeczywistości uwięziony między siłami, które oczekują od niego określonych działań. Myślę, że to właśnie dlatego Agencja powstrzymała się od potępienia ataku na obiekt jądrowy objęty jej własnymi zabezpieczeniami. Jest to rażące naruszenie prawa międzynarodowego. Bombardowanie pokojowego obiektu nuklearnego zostało uznane przez cały świat za wielkie naruszenie prawa, niemniej jednak Agencja, podobnie jak wiele krajów europejskich, odmówiła jego potępienia, co jest bardzo smutne.
Uważam, że Agencja musi powrócić do swojej profesjonalnej roli, unikać upolitycznienia i odrzucać wszelkie żądania motywowane politycznie. Wierzę, że Rosja, jako stały członek Rady Bezpieczeństwa i jeden z kluczowych członków Rady Gubernatorów MAEA, powinna nalegać na tę zasadę – co zresztą, trzeba uczciwie przyznać, Rosja czyni konsekwentnie.
Dziennikarz: Iran postrzega wzbogacanie uranu jako kwestię związaną z godnością narodową, dumą i osiągnięciem naukowym. Choć nie zamierzacie rezygnować z tego prawa, zadeklarowaliście gotowość do zapewnienia Amerykanów o pokojowym charakterze programu. Co mogłoby ich w tej kwestii usatysfakcjonować? Wspomniał Pan, że współpracowaliście w dobrej wierze, a mimo to wydaje się, że nic nie było dla nich wystarczające. I pytanie uzupełniające: jaki interes mogliby mieć Amerykanie w zmianie swojego wrogiego podejścia do Iranu?
Araghchi: Przede wszystkim, wzbogacanie to nasze prawo. Po drugie, to kwestia godności narodowej, gdyż jest to osiągnięcie naszych własnych naukowców. Uważam, że uznając to prawo, Stany Zjednoczone mogłyby zrobić coś pozytywnego dla reżimu nierozprzestrzeniania broni jądrowej.
Kiedy zaatakowali nasze obiekty jądrowe – które były obiektami pokojowymi i pod nadzorem – w rzeczywistości zadali pierwszy cios reżimowi nierozprzestrzeniania. To działanie osłabiło system, który jest kluczowy dla pokoju i stabilności całego świata. Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) jest bardzo ważnym traktatem bezpieczeństwa. Zgodnie z nim kraje wywiązujące się ze swoich zobowiązań mają prawo do pokojowego korzystania z technologii jądrowej. Kiedy odbieracie to prawo konkretnemu państwu, osłabiacie cały układ NPT.
Zatem najlepszą rzeczą, jaką USA mogą zrobić dla świata – nie tylko dla naszego regionu czy Iranu – jest uszanowanie NPT i uznanie praw krajów, które chcą z nich korzystać w oparciu o ten traktat.
Dziennikarz: Panie Ministrze, przed przerwą rozmawialiśmy o atakach USA i Izraela na Państwa obiekty. Od tego czasu USA zwiększają obecność wojskową w regionie, szczególnie morską. Biorąc pod uwagę ekspansjonizm militarny Izraela, czy uważa Pan tę zwiększoną obecność USA za czynnik stabilizujący czy destabilizujący?
Araghchi: Sprawa jest jasna: ta obecność destabilizuje region i potęguje napięcia. To w istocie eskalacja. W ciągu ostatnich dwóch lat Izraelczycy zaatakowali siedem państw w regionie i nadal grożą kolejnym. Wciąż naruszają zawieszenia broni, które sami podpisali – zarówno w Gazie, jak i w Libanie. Stany Zjednoczone, będące gwarantem tych porozumień, pozostają obojętne na te naruszenia. To niepokojące fakty, które zwiększają poziom nieufności wobec Ameryki i ostatecznie czynią region mniej bezpiecznym.
Dziennikarz: Czy w Pana kraju istnieje obawa przed kolejnym atakiem ze strony USA lub nawet szerszą operacją militarną przeciwko Iranowi?
Araghchi: Naturalnie nie wykluczamy takiej możliwości, ale jesteśmy na nią w pełni przygotowani – nawet bardziej niż w przeszłości. Nie oznacza to, że dążymy do wojny; wręcz przeciwnie, robimy to, by jej zapobiec. Najlepszym sposobem na uniknięcie wojny jest gotowość do niej. Jesteśmy w pełni przygotowani i odbudowaliśmy wszystko, co zostało uszkodzone podczas poprzedniej agresji. Jeśli zechcą powtórzyć to nieudane doświadczenie, nie osiągną lepszych rezultatów.
Dziennikarz: Pozwolę sobie zapytać konkretnie o Izrael. Czy spodziewa się Pan, że w 2026 roku utrzyma on ten trend, czy uważa Pan, że szczyt tych agresywnych zachowań jest już za nami?
Araghchi: Nie, to zachowanie nie ustało. Sądzę więc, że będą kontynuować agresywne działania również w 2026 roku. Robią to tylko z jednego powodu: całkowitego poczucia bezkarności, jakie dają im USA i kraje europejskie. To bardzo niebezpieczne, ponieważ zamienia ład – nie tylko w naszym regionie, ale na całym świecie – w bezład. Wydaje się, że wróciliśmy do prawa dżungli, gdzie silniejszy narzuca swoją wolę innym. To podważa całe prawo międzynarodowe i międzynarodowe prawo humanitarne.
Dziennikarz: Może to być nawet gorsze niż prawo dżungli, ponieważ kryzys w Gazie jest obecnie powszechnie opisywany jako ludobójstwo, co silnie uderzyło w pozycję Izraela na świecie. W pewnym stopniu potwierdza to wieloletnią krytykę ze strony Iranu, ale jednocześnie obnaża niezdolność społeczności międzynarodowej do podjęcia skutecznych działań. Jaką widzi Pan perspektywę dla kwestii palestyńskiej?
Araghchi: Moim zdaniem to sami Palestyńczycy muszą zdecydować. Myślę jednak, że wybrali drogę oporu, bo jaką inną opcję mają przed sobą? Nawet gdy mówi się o utworzeniu państwa palestyńskiego – choć wiele krajów je uznało i ta liczba rośnie – proszę zapytać Palestyńczyków: gdzie jest ich państwo? Ono istnieje tylko na papierze, podczas gdy rzeź trwa nadal. Nawet po ostatnim zawieszeniu broni do dziś ponad 350 Palestyńczyków zginęło z rąk sił izraelskich. Dopóki nie będzie sprawiedliwości dla Palestyńczyków i nadziei na samostanowienie, nie będzie pokoju. Przez ostatnie osiem lat przedstawiono ponad 150 różnych inicjatyw i planów rozwiązania tego konfliktu. Żaden nie odniósł sukcesu. Dlaczego? Bo we wszystkich brakowało elementu sprawiedliwości.
Dziennikarz: Czy z perspektywy Iranu rozwiązanie dwupaństwowe jest jeszcze realną opcją?
Araghchi: Zawsze uważaliśmy, że rozwiązanie dwupaństwowe nie jest kluczem do problemu w naszym regionie. Jedyną drogą jest dążenie do jednego, demokratycznego państwa. To stanowisko Iranu od lat. Już w 1948 roku, gdy głosowano nad podziałem Palestyny, Iran głosował przeciw. Ówczesny przedstawiciel Iranu w ONZ powiedział, że tym działaniem tylko przykrywacie ogień popiołem i on wybuchnie ponownie. Miał rację. Wierzymy, że jedno demokratyczne państwo może zadziałać. Odwołam się do doświadczenia RPA: gdy upadł apartheid, nikt nie dążył do utworzenia dwóch państw – dla czarnych i białych. Stworzono jedno demokratyczne państwo, w którym wszyscy żyją obok siebie w pokoju. Gdy słyszę o rozwiązaniu dwupaństwowym, pytam: gdzie fizycznie jest to państwo Palestyna? Nie ma dla niego realnych perspektyw w obecnych warunkach.
Dziennikarz: Chciałbym zapytać o relacje dwustronne Rosja-Iran. Oba kraje mierzą się z podobną presją Zachodu. Na ile ta wrogość pomogła wzmocnić Wasze partnerstwo? Czy jest Pan zadowolony z tempa rozwoju tych relacji?
Araghchi: Tak, jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani. Mamy bardzo dobre relacje i podpisaliśmy umowę o wszechstronnym partnerstwie strategicznym. Na jej podstawie podejmujemy bardzo pozytywne kroki. Współpracujemy i konsultujemy się we wszystkich dziedzinach: od programu nuklearnego, przez sytuację w regionie i Europie (w tym na Ukrainie), po kwestie międzynarodowe. Ostatnie spotkanie naszych prezydentów odbyło się zaledwie kilka dni temu, w piątek, w Aszchabadzie, gdzie dokonali przeglądu relacji dwustronnych.
Dziennikarz: A jak ocenia Pan dynamikę relacji z Arabią Saudyjską, dwa lata po wznowieniu stosunków za pośrednictwem Chin? Czy działania Izraela – mówiąc dyplomatycznie – pomogły w tym procesie?
Araghchi: Mamy bardzo dobre relacje z Arabią Saudyjską. Obie strony traktują się poważnie i zbudowaliśmy wysoki poziom zaufania. Konsultujemy się w sprawach regionalnych, palestyńskich, a nawet nuklearnych. W ciągu ostatnich 30 dni dwóch wiceministrów spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej odwiedziło Teheran. Ten klimat zaufania obejmuje też inne kraje Zatoki Perskiej. Dodam jedno: choć Netanjahu popełnił wiele zbrodni, zrobił jedną rzecz „pozytywną” – pokazał wszystkim w regionie, że istnieje tylko jedno zagrożenie: Izrael. Ani Iran, ani nikt inny nie jest zagrożeniem. To Izrael jest głównym wyzwaniem dla bezpieczeństwa, szczególnie gdy zaczęto mówić o koncepcji „Wielkiego Izraela”. To zbliżyło kraje regionu do siebie.
Dziennikarz: Na koniec pytanie osobiste. 30 lat temu obronił Pan doktorat z zakresu myśli politycznej, badając ewolucję partycypacji politycznej w islamskiej myśli politycznej XX wieku. Jak w skrócie ocenia Pan główne trendy demokratyczne w krajach islamskich w tym stuleciu?
Araghchi: W skrócie: kraje islamskie coraz bardziej interesują się instytucjami demokratycznymi. Wierzę, że ogólny trend w świecie islamu zmierza ku demokratyzacji i wzmacnianiu instytucji. Widzimy to w naszym kraju – mamy Republikę Islamską, która stara się łączyć zasady islamu z instytucjami demokratycznymi. Każdy kraj ma jednak swoje tradycje. Demokracja musi narodzić się wewnątrz społeczeństwa, nie może być narzucona z zewnątrz. Porażka demokracji w wielu miejscach wynikała z faktu, że Zachód próbował narzucić swoje wzorce. To nie działa. Demokracja musi uwzględniać wartości, historię i wierzenia danego narodu.
Wirtualna Kawa | Telegram | Grupa Dyskusyjna | Facebook | X | Instagram | Rumble
