Dziadek Elona Muska był postacią wielowymiarową: rolnikiem z preri, kręgarzem, teoretykiem spiskowym i szukającym wrażeń pilotem. Jego najbardziej ekscentryczne powołanie? Lider kanadyjskiego ruchu technokratycznego.
Wirtualna Kawa | Telegram | Grupa Dyskusyjna | Facebook | X | Instagram | Rumble
Kanadyjska historia rodu Elona Muska zaczyna się w 1907 roku, trzy pokolenia przed jego narodzinami, w maleńkiej osadzie Herbert w prowincji Saskatchewan, będącej zaledwie przystankiem na żądanie. Nawet dziś na Herbert składa się głównie elewator zbożowy, przejazd kolejowy i gęsta siatka ulic tuż na północ od drogi krajowej Trans-Canada Highway; osadę zamieszkuje około 700 mieszkańców, otoczonych polami pszenicy ciągnącymi się bez końca aż po horyzont. Jednak w tamtym czasie John Elon Haldeman, jego żona Almeda oraz ich pięcioletni syn Joshua (dziadek Elona) znajdowali się w awangardzie masowej migracji. Ponad 320 000 Amerykanów ruszało na północ, w stronę prerii, skuszonych ofertami ziemi od kanadyjskiego rządu. Wszystkich ich łączyło marzenie o osiedleniu się i uprawie ogromnych połaci terenu, o które przez tysiąclecia dbali rdzenni mieszkańcy z ludu Kri (Plains Cree).
Mimo rządowych obietnic dobrobytu, Haldemanom się nie przelewało. Almeda otworzyła małą jadłodajnię za składem drewna przy głównej ulicy Herbert, aby podreperować rodzinny budżet. Gdy Joshua miał zaledwie siedem lat, jego ojciec zmarł w wyniku powikłań cukrzycowych, a Almeda podjęła pracę nauczycielki w nowej miejskiej szkole, by zdobyć dodatkowe pieniądze. W 1915 roku wyszła za mąż za pochodzącego z Brytanii Heseltine’a Wilsona, który posiadał duże gospodarstwo i udzielał się w lokalnej polityce. Joshua dorastał na ziemi ojczyma, wyrastając na wysportowanego chłopaka, który boksował, uprawiał zapasy i brał udział w zawodach ujeżdżania dzikich koni (bronco-riding). Życie na wiejskich obszarach Saskatchewan nie było zajęciem dla ludzi o słabych nerwach, ale bezlitosne stepy prerii stanowiły idealne ujście dla sprawności fizycznej i ducha rywalizacji Joshuy.
W bardziej sztywnych strukturach radził sobie gorzej. Po szkole średniej uczęszczał do dziewięciu różnych kolegiów i uniwersytetów w zachodniej Kanadzie, nie kończąc żadnego z nich. Ostatecznie ukończył szkołę chiropraktyki w Iowa – w tamtym czasie była to dyscyplina niszowa i marginalna. W 1926 roku wrócił do Herbert, by otworzyć praktykę i zarządzać rodzinnym gospodarstwem. W ciągu kilku lat susza zmieniła niegdyś żyzne ziemie prerii w „misę pyłu” (Dust Bowl). Haldeman, wówczas krzepki 24-latek o wysokich kościach policzkowych i intensywnym spojrzeniu, wykorzystywał każdą posiadaną umiejętność: ujeżdżał konie i wymieniał zabiegi chiropraktyczne na jedzenie oraz nocleg, ale nie zdołał powstrzymać banków przed przejęciem rodzinnej farmy za długi. Na pewien czas całkowicie opuścił Herbert. W biografii Elona Muska dziennikarz Walter Isaacson tak opisuje tułacze życie Joshuy Haldemana: „Pracował jako kowboj, wykonawca rodeo i robotnik budowlany. Jego jedyną stałą była miłość do przygody. Żenił się i rozwodził, podróżował jako hobo pociągami towarowymi i pływał na gapę na statkach oceanicznych”.
Haldeman ostatecznie powrócił do zachodniej Kanady, gdzie Wielki Kryzys szalał w najlepsze. Zbankrutowani i wywłaszczeni rolnicy kierowali swój gniew przeciwko obojętnemu systemowi kapitalistycznemu, który przestał cenić to, co produkowali. Haldeman dał się porwać populistycznemu wrzeniu, które nadciągnęło niczym burza nad prerią. To właśnie te wichry pchnęły go do zostania liderem radykalnego, wywodzącego się z USA ruchu o nazwie Technocracy Inc. Jego setki tysięcy zwolenników opowiadały się za zniesieniem demokracji, stworzeniem jednego państwa obejmującego wszystkie kraje od Grenlandii po Karaiby oraz przekazaniem pełni władzy politycznej, gospodarczej i społecznej w ręce kilku wszechpotężnych technokratów.
Korzenie zainteresowań Haldemana polityką alternatywną były najprawdopodobniej związane z jego profesją. Na początku XX wieku chiropraktyka funkcjonowała całkowicie poza nawiasem akceptowanej opieki medycznej. Założyciel tego zawodu, pochodzący z Port Perry D.D. Palmer, był uzdrowicielem, który głosił wiarę w odmładzającą moc magnesów. Pewnego dnia – jak głosi legenda – Palmer żartował z niedosłyszącym dozorcą i od niechcenia klepnął go książką w plecy. Słuch mężczyzny nagle się poprawił. Palmer kontynuował kurację, uciskając wypukłość na jego kręgosłupie, aż w końcu uderzył w nią na tyle mocno, by przemieścić guza. Po tym zabiegu dozorca w pełni odzyskał słuch.
Palmer zaczął stosować nastawianie kręgosłupa u swoich pacjentów. Wraz z synem, B.J., założyli w stanie Iowa uczelnię chiropraktyczną, do której później uczęszczał Haldeman. Palmerowie stworzyli zawód, który w tamtym czasie cechował się buntowniczym oporem wobec nauk biomedycznych i był przesiąknięty kulturą wędrownych kaznodziejów z Midwestu. Dolegliwość, którą starali się leczyć, była autentyczna – nie byli pierwszymi, którzy zaobserwowali ten wyjątkowo dokuczliwy stan znany jako chroniczny ból pleców. Wielu lekarzy próbowało go diagnozować, przypisując go wadom postawy, nadmiernej masturbacji (w ówczesnych dziennikach medycznych zwanej „samogwałtem”), złej diecie, braku higieny oraz nadużywaniu alkoholu i tytoniu. Palmer i jego uczniowie dostrzegli, że ból pleców jest zarówno podsycany przez stany psychiczne, takie jak chroniczny stres czy depresja, jak i sam je wywołuje. Ich metody obejmowały standardowe techniki – masaż, nastawianie kręgów, manipulacje szyi – połączone z próbami dotarcia do źródła psychicznego cierpienia pacjentów oraz próbami przekazania chorym własnej siły fizycznej poprzez dotyk.
Wcześni chiropraktycy byli indywidualistami i outsiderami, nieufnymi wobec konwencjonalnej medycyny z jej bolesnymi zabiegami chirurgicznymi i wątpliwymi farmaceutykami. Głosili ewangelię chiropraktyki jako panaceum na wszystko. Niektórzy praktycy twierdzili, że sportowcy umierają przedwcześnie z powodu obciążeń kręgosłupa, inni zaś, że nastawianie kręgów może całkowicie wyleczyć 70 procent przypadków polio u dzieci.
Haldeman leczył mężczyzn i kobiety trudniących się uprawą roli w Saskatchewan, wykonujących niewdzięczną, katorżniczą pracę, by wyżywić resztę narodu. Podobnie jak oni, chiropraktycy czuli się lekceważeni przez główny nurt – to poczucie było osią konferencji, w której Haldeman wziął udział w Toronto w 1938 roku. Przez trzy upalne dni pod koniec lipca około 1200 chiropraktyków z całej Ameryki Północnej zjechało do hotelu Royal York na doroczny zjazd Narodowego Stowarzyszenia Chiropraktycznego. Program obejmował pielgrzymkę do Port Perry, miejsca narodzin D.D. Palmera. Wieczorem, po uroczystej kolacji w sali bankietowej hotelu, pewien praktyk z Toronto przypomniał zebranym o trwałym statusie „wyjętych spod prawa”, jaki posiada ich profesja. W Ontario była ona zakazana, a w stanie Nowy Jork podlegała ściganiu karnemu. „Dziś nie możemy odwiedzić nawet najmniejszego i najskromniejszego ze szpitali [w Ontario], aby wykonywać naszą pracę” – ubolewał. „Nasi koledzy po fachu są zastraszani i poniżani na każdym kroku”.
Haldeman uczynił swoją osobistą misją walkę z wykluczeniem chiropraktyków ze środowiska medycznego. Przystępował do różnych komisji zawodowych i dążył do uchwalenia przepisów chroniących chiropraktyków, osteopatów oraz naturopatów przed ściganiem karnym. W Reginie prowadził własną audycję radiową, w której promował swoją „bezzwrotną” (niefarmakologiczną) profesję, a także pomógł powołać do życia kanadyjską radę chiropraktyków. To właśnie to nieustępliwe dążenie Haldemana do usankcjonowania własnej metody leczenia najprawdopodobniej wprowadziło go na arenę polityczną.
Wielki Kryzys pogłębił poczucie alienacji zachodniej Kanady względem rządu federalnego i dał początek nowym ruchom politycznym. Populizm oferował obietnicę uzdrowienia spustoszonego regionu. Charyzmatyczne postaci, które wypłynęły na powierzchnię tego par excellence oddolnego ruchu, proponowały rozmaite rozwiązania gospodarczej zapaści Zachodu. Niektórzy zakładali spółdzielnie rolnicze lub opowiadali się za uspołecznioną służbą zdrowia; inni sugerowali budowę społeczeństw opartych na czymś innym niż pieniądze. Jednym z najbardziej nęcących ugrupowań była Co-operative Commonwealth Federation (CCF) pod wodzą Tommy’ego Douglasa – kaznodziei, który w przyszłości stał się orędownikiem powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego (medicare) i założycielem partii NDP. Przez pewien czas Haldeman zasilał ich szeregi. W 1934 roku pełnił funkcję przewodniczącego stowarzyszenia okręgu wyborczego Assiniboia dla federalnego skrzydła partii. Jednak jego zaangażowanie w rodzącą się progresywną politykę Kanady nie trwało długo. W ciągu dwóch lat opuścił partię, by dołączyć do Technocracy Inc. – luźno powiązanej grupy, której program wykraczał daleko poza to, co oferowała CCF.
Technocracy Inc. była dziełem Howarda Scotta, pochodzącego z Wirginii mężczyzny, który w 1918 roku przeprowadził się do Greenwich Village. Scott przedstawiał się jako inżynier, choć w rzeczywistości nie posiadał żadnego wykształcenia poza kilkoma latami spędzonymi w firmach chemicznych w Alabamie. W Nowym Jorku lat 20. trafił do kręgu intelektualistów, w którym obracał się m.in. Thorstein Veblen – ekonomista, który ukuł pojęcie konsumpcji na pokaz (conspicuous consumption). To właśnie tam Scott wypracował to, co uznał za ostateczne rozwiązanie problemów Ameryki: przekazanie władzy w ręce technokratów i inżynierów.


Scott założył Technocracy Inc. jako grupę „badawczą” w 1933 roku i przedstawił jej założenia w serii manifestów. Przekonywał, że nauka i technologia już zmieniają życie w Ameryce Północnej i że tylko inżynierowie oraz inni eksperci techniczni mogą wprowadzić masy w nową erę. Scott zaproponował społeczeństwo bez kapitalizmu, w którym produkcja byłaby zamiast tego organizowana według metod naukowych. Logistyka tego przedsięwzięcia była dość niepewna, ale Technocracy Inc. planowało obliczyć ilość energii potrzebną do wytworzenia wszystkich dóbr i usług na kontynencie. Następnie zamierzali przeliczyć tę wartość energetyczną na walutę – w formie tak zwanych certyfikatów energii – i podzielić ją po równo między wszystkich obywateli powyżej 25. roku życia. Scott twierdził, że system ten doprowadzi do radykalnego skrócenia tygodnia pracy, wydłużenia wakacji i upowszechnienia wczesnych emerytur.
Ostatecznym celem było stworzenie potężnej, nowej techno-utopii zwanej Technatem, co wiązało się z wymazaniem wszystkich granic państwowych i systemów demokratycznych w Ameryce Północnej i na Karaibach. W miejsce demokracji – która według Scotta obsadzała na stanowiskach decyzyjnych zbyt wielu niekompetentnych ludzi – rządy miał sprawować komitet „ekspertów” (głównie inżynierów i technokratów, wraz z liderami takich dziedzin jak medycyna czy edukacja). Nad tym gabinetem czuwałby jeden „dyrektor kontynentalny”. Scott twierdził, że w Technacie każdy miałby zapewnione mieszkanie, wyżywienie i opiekę. „W ramach Technatu będziemy odpowiedzialni za zdrowie i pomyślność każdej istoty ludzkiej” – mówił. „To więcej, niż kiedykolwiek zrobił jakikolwiek rząd polityczny”.
Mimo wielu logistycznych dziur w swojej wizji, Scott był przekonującym ewangelistą. Ten wysoki mężczyzna, często widywany w dopasowanych szarych garniturach, skórzanych płaszczach i fedorach z szerokim rondem, był utalentowanym mówcą. Jego zaraźliwy nonkonformizm przyciągał coraz szerszą publiczność – najpierw w kawiarniach Greenwich Village, a później znacznie dalej. „Niezależnie od przekonań na temat rzetelności konkretnych propozycji wysuniętych przez Howarda Scotta” – pisał pewien ekspert w eseju z 1933 roku dla czasopisma The World Tomorrow – „można jedynie z zadowoleniem przyjąć nadzwyczajne zainteresowanie, jakie wzbudziły”. Zdaniem autora był to sygnał, że większość ludzi „przejrzała zasadniczą próżność ważniaków z ery hossy i jest w nastroju do rozważenia fundamentalnych propozycji przebudowy społeczeństwa”.
W miarę jak ruch technokratyczny się rozprzestrzeniał, formalizował on swoje działania. Zwolennicy zakładali lokalne oddziały w całych USA, a członkowie zaczęli nosić szare mundury w stylu wojskowym i jeździć samochodami pomalowanymi w ten sam kolor. Scott przyjął tytuł „Głównego Inżyniera”, a podwładni salutowali mu, gdy tylko wchodził do pomieszczenia. Chcąc rozszerzyć zasięg technokracji na zachód, do miast takich jak Chicago, Los Angeles, a w końcu Vancouver, Scott organizował wielkie wiece, które nazywał „symbolizacjami”. Przedstawiciele ruchu wynajmowali ogromne obiekty, jak Hollywood Bowl czy Vancouver Forum, raz przybywając w kolumnie setek samochodów. Wtedy Scott wchodził na scenę w asyście swoich umundurowanych adiutantów i przemawiał do tłumów liczących nawet 5000 osób.
Technokracja zyskała zwolenników w Kanadzie częściowo dlatego, że masowe bezrobocie czyniło jej wizję wyjątkowo atrakcyjną. Artykuł z okładki Technocrats Magazine stawiał następujące pytanie: „Trzydzieści milionów bezrobotnych w 1933 roku czy 20 000 dolarów rocznego dochodu dla każdej rodziny. Co wybierasz?”. W 1936 roku Haldeman został jednym z uczniów Scotta. O Technocracy Inc. mógł dowiedzieć się od Roberta Cromie, wydawcy Vancouver Sun i jednego z najbardziej zagorzałych kanadyjskich zwolenników Scotta. Haldeman oficjalnie objął funkcję dyrektora ds. badań Technocracy Inc. w prowincji Saskatchewan oraz „autoryzowanego instruktora”. Jego zadanie: zbudowanie przyczółka dla ruchu wśród tamtejszych rolników.
Haldeman rzucił się w wir budowania struktur Technokracji w Saskatchewan, ale krajobraz polityczny ulegał gwałtownym zmianom. W Europie rosła w siłę partia nazistowska Adolfa Hitlera i nagle wizualne podobieństwa ruchu – dopasowane mundury, saluty, wiece – stały się obciążeniem. Na początku września 1939 roku, krótko po wybuchu II wojny światowej, Technokracja próbowała proaktywnie uciąć pytania o lojalność swoich członków. Kanadyjscy technokraci napisali do premiera Mackenziego Kinga, deklarując gotowość do obrony kraju przed „atakiem obcych”. Jednak 20 czerwca 1940 roku rząd federalny zakazał działalności grupy, korzystając z nowych wojennych Przepisów o Obronie Kanady (Defence of Canada Regulations). „Minister sprawiedliwości donosi o istnieniu organizacji znanej jako Technocracy Inc.” – napisał rząd w komunikacie prasowym – „którą uważa się za mającą charakter wywrotowy i którą należy uznać za nielegalną”. Óczesny komisarz konnej policji (RCMP) porównał Technokrację do „trującego muchomora, który wyrósł przez noc, by zniszczyć naszą strukturę społeczną”.
Mimo rządowego zakazu Haldeman nie odpuścił. Zamiast tego wykupił ogłoszenie promujące Technocracy Inc. w gazecie Leader-Post w Reginie. Napisał, że zakaz nałożony przez Ottawę był „taktycznym błędem politycznym” oraz że „Technocracy Inc. od samego początku jednoznacznie sprzeciwiało się nazizmowi, faszyzmowi i komunizmowi”. Władze niezwłocznie aresztowały Haldemana pod zarzutem podżegania do buntu (sedycji) oraz członkostwa w nielegalnej organizacji. Został skazany przed sądem w Reginie, choć nic nie wskazuje na to, by odbył karę więzienia. Mimo to Haldeman nie opuścił pokładu – jeszcze nie wtedy. Jednak po inwazji Hitlera na Związek Radziecki amerykańskie kierownictwo Technokracji nagle porzuciło swój sprzeciw wobec komunizmu i zadeklarowało poparcie dla Rosji Sowieckiej. Haldeman wystąpił z organizacji z powodu tego nowego sojuszu i wkrótce zaczął aktywnie odcinać się od grupy, oskarżając ją o „spisek przeciwko Imperium Brytyjskiemu” oraz „suwerenności Kanady”.

Następnie swoją niespożytą energię polityczną skierował ku skrajnej prawicy. Haldeman dołączył do Social Credit (Kredytu Społecznego) – głęboko konserwatywnej i skłonnej do teorii spiskowych partii populistycznej, założonej w Albercie przez „Biblijnego Billa” Aberharta, a kierowanej przez Ernesta Manninga, który później został premierem tej prowincji. Przez kilka kolejnych lat Haldeman starał się budować struktury Social Credit w Saskatchewan. W 1945 roku wystartował jako kandydat w wyborach federalnych, ale w tamtym czasie wyborcy z Saskatchewan znajdowali się już głównie w progresywnym obozie Tommy’ego Douglasa. Haldeman poniósł sromotną klęskę, po czym objął funkcję przewodniczącego ogólnokrajowego skrzydła partii.
To właśnie na tym stanowisku znalazł się w ogniu krytyki z powodu antysemickich poglądów Social Credit. Liderzy partii żerowali na resentymentach, obwiniając międzynarodową kabałę żydowskich finansistów o sprawowanie kontroli nad zachodnią Kanadą. Haldeman próbował odpierać te oskarżenia. „Social Credit jest absolutnie przeciwny antysemityzmowi” – pisał w Saskatoon Star-Phoenix na początku 1947 roku. „Ogromna rzesza narodu żydowskiego w Niemczech bardzo ucierpiała i z całego serca im współczujemy”. W odpowiedzi otrzymał od redakcji miażdżący list od czytelnika. „Jestem pewien, że doktor Haldeman jest świadomy antysemickiego charakteru Canadian Social Crediter, partyjnej gazety” – napisał lokalny rabin, twierdząc również, że retoryka partii wpisuje się w „linię Hitlera”. Dodał też, że Haldeman „musi mieć bardzo krótką pamięć, skoro nie pamięta własnych przemówień naszpikowanych antysemickimi treściami”. Być może dotknięty tymi oskarżeniami – lub przybity dwiema kolejnymi nieudanymi kampaniami wyborczymi w 1946 i 1949 roku – Haldeman opuścił Social Credit i wycofał się z polityki.
Pozbawiony politycznego celu, Haldeman oddał się nowemu hobby: pod wpływem impulsu kupił mały samolot. Walter Isaacson w swojej książce pisze, że Haldeman był w trasie, gdy dostrzegł rolnika sprzedającego na polu jednosilnikowy samolot Luscombe. Haldeman, który nigdy wcześniej nie pilotował maszyny, był zaintrygowany. Nie miał przy sobie gotówki, ale namówił rolnika, by w zamian przyjął jego samochód. Haldeman wziął lekcje pilotażu i zaczął latać nad Saskatchewan. Jego pasażerami byli: druga żona, Winnifred Fletcher, a później czwórka dzieci, w tym bliźniaczki Kaye i Maye (matka Elona).
W 1950 roku Haldeman spakował całą rodzinę i przeniósł się do RPA w poszukiwaniu przygód i łagodniejszego klimatu. Osiedlili się na farmie w pobliżu Pretorii, gdzie Haldeman otworzył gabinet chiropraktyczny. Stamtąd latał swoim samolotem po całym kraju – maszynę rozebrał na części na czas przeprowadzki, a po przyjeździe złożył ją z powrotem. W relacji wysłanej do gazety Regina Leader-Post rok po przeprowadzce, zatytułowanej „Nowe życie Haldemana”, wychwalał różnorodną geografię RPA i piękno Pretorii. Opisał również panujący w tym kraju system apartheidu. „Obecny rząd RPA wie, jak radzić sobie z kwestią tubylczą” – pisał. „Starają się uczynić tubylców tak niezależnymi i samowystarczalnymi, jak to tylko możliwe”. Haldeman wypowiadał się o czarnoskórej ludności z pogardą, nazywając ich leniwymi i przepłacanymi. „Niemożliwością jest zmusić tubylca do ciężkiej pracy” – ubolewał.
Mimo to, praktyka chiropraktyczna Haldemana przyciągała rzesze czarnoskórych pacjentów. Swoje protekcjonalne interakcje z nimi opisywał następująco: „Na początku pytałem pacjenta, co mu dolega. Odpowiadał: »Jestem chory«. Wtedy pytałem: »Gdzie boli?«. Odpowiadał: »Wszędzie« i patrzył na mnie, jakbym zadawał mnóstwo głupich pytań. Dzięki nim mogę natychmiast zacząć szukać i usuwać wszelkie uciski na nerwy bez zbędnych [trudności]. Rezultaty są bardzo dobre. Jeden z inteligentniejszych tubylców powiedział: »Ty najlepszy doktor w Pretorii. Tubylcy nie rozumieć. Ty nie dawać lekarstw, tubylcy przychodzić chorzy, zdrowieć«. Potem śmiał się i śmiał”.
Haldeman wkrótce znalazł nowe ujście dla swojej niespokojnej natury w jednej z najtrwalszych i najbardziej zagadkowych legend RPA: opowieści o „zaginionym mieście” w najdalej wysuniętych na północ rejonach pustyni Kalahari. Według legendy zostało ono odkryte przez Wielkiego Fariniego – kanadyjskiego blagiera i akrobatę, który zasłynął przejściem po linie nad wodospadem Niagara. W 1885 roku Farini udał się do Afryki Południowej i wyruszył na wyprawę przez jałową Kalahari (obecnie głównie na terenie Botswany) w poszukiwaniu diamentów, grubej zwierzyny oraz przygód, które rozpalałyby wyobraźnię jego wiktoriańskiej publiczności. Pod koniec podróży on i inny członek ekipy twierdzili, że głęboko w dziczy znaleźli ruiny dawno zaginionego miasta, będącego być może miejscem pochówku jakiejś wielkiej cywilizacji. Jednak aż do śmierci Farini odmawiał ujawnienia jego dokładnego położenia.
Haldeman popadł w obsesję. W 1953 roku, zaledwie trzy lata po emigracji, postanowił odnaleźć ruiny Fariniego. Podjął kilkanaście prób, ryzykując życie z powodu swojej brawurowej taktyki. Podczas jednej z ekspedycji – podniebnej podróży liczącej 13 500 kilometrów – pilotował swój mały samolot zaledwie 60 metrów nad ziemią, aby dokładnie przeszukać teren w poszukiwaniu wskazówek. Fakt, że nigdy nie znalazł żadnych śladów ruin, nie odwiódł go od donkiszotowskiej wiary w istnienie zaginionego miasta, ani nie ostudził jego pragnienia, by je odnaleźć bez względu na ryzyko.


Haldeman nie tylko był gotów latać na ogromne odległości nad pustymi i często niegościnnymi połaciami Afryki Subsaharyjskiej, ale z radością zabierał na te wyprawy innych. Pewnego razu spakował żonę oraz dzieci i wyruszył w liczący 1300 kilometrów lot z Pretorii do Rodezji (dzisiejsze Zimbabwe). „Błądziliśmy przez trzy godziny nad dzikimi ostępami Afryki i zdołaliśmy dotrzeć do Salisbury niemal na oparach, po pięciu godzinach lotu, gdy wskaźniki paliwa pokazywały prawie zero” – pisał Haldeman. „Winnifred miała po tym silną reakcję nerwową. Za bardzo skupiała się na tych wskaźnikach paliwa”. Ostatecznie – i być może nieuchronnie – bezgraniczna pewność siebie Haldemana obróciła się przeciwko niemu. W 1974 roku, w wieku 72 lat, zginął w katastrofie lotniczej podczas próby awaryjnego lądowania.
Po śmierci Haldeman stał się kimś w rodzaju rodzinnej legendy. Jego córka Maye, posągowa modelka o żywiołowym uśmiechu, wyszła za mąż za południowoafrykańskiego inżyniera Errola Muska. Gdy w 1971 roku urodził się ich pierwszy syn, dali mu na imię Elon – po ojcu Haldemana. W 1989 roku Elon wrócił do Kanady wraz z matką i dwojgiem rodzeństwa; zamieszkali w mieszkaniu o regulowanym czynszu w Toronto, gdzie Elon kończył szkołę średnią. Później studiował na Queen’s University, by w końcu założyć SpaceX, zostać dyrektorem generalnym Tesli, kupić Twittera i stanąć na czele – w szalonym i polaryzującym okresie – amerykańskiego Departamentu Wydajności Państwa pod rządami Donalda Trumpa.
Musk był zbyt młody, by dobrze poznać dziadka; miał zaledwie trzy lata, gdy Haldeman zginął w katastrofie lotniczej. Jednak historia życia Haldemana kładła się cieniem na rodzinnych opowieściach, a jego zamiłowanie do podejmowania ryzyka przetrwało w genach. Rodzinnym mottem było: „Żyj niebezpiecznie – uważnie”. Kiedy Elon mówi o swoim dziadku, widać wyraźnie, że to zamiłowanie Haldemana do przygód i skłonność do rzucania się z pełną mocą w wir swoich różnorakich pasji wywarły na nim najtrwalsze wrażenie. „Wiedział, że prawdziwe przygody wiążą się z ryzykiem” – powiedział Musk Isaacsonowi. „Ryzyko dodawało mu energii”.
Haldeman i Musk mają ze sobą wiele wspólnego: uderzająco krótki czas koncentracji, antyestablishmentowy światopogląd, pociąg do radykalnych idei. Haldeman chciał odnaleźć zaginioną cywilizację na afrykańskiej pustyni. Musk dąży do stworzenia nowej cywilizacji na Marsie. Obaj początkowo czuli przyciąganie, a ostatecznie odrazę do oślepiających blasków populizmu. Wierzyli, że technologia jest odpowiedzią na problemy ich czasów – i lgnęli do ambitnych, choćby i wadliwych czy niemożliwych do utrzymania idei naprawy społeczeństwa w szybki sposób.
