Czterdzieści lat temu administracja Cartera zatuszowała prawdopodobny test jądrowy przeprowadzony przez Izrael

22 września 1979 r. amerykański satelita Vela wykrył sygnał „podwójnego błysku” daleko od wybrzeży Afryki Południowej. Był to charakterystyczny znak wybuchu jądrowego w atmosferze: satelity Vela, wystrzelone w celu egzekwowania traktatu o częściowym zakazie prób jądrowych, wykryły wcześniej 41 podwójnych błysków, a wszystkie z nich były spowodowane znanymi testami jądrowymi. Tej nocy prezydent Jimmy Carter napisał w swoim dzienniku: „W regionie Afryki Południowej wystąpiły oznaki wybuchu jądrowego – albo w Afryce Południowej, albo w Izraelu przy użyciu statku morskiego, albo nic”. Jego administracja ostatecznie zdecydowała, wbrew dowodom, poprzeć teorię, że miała miejsce ostatnia z tych trzech możliwości.

Chociaż publicznie dostępne informacje nie pozwalają jednoznacznie stwierdzić, że Izrael przeprowadził tej nocy nielegalny test jądrowy, magazyn „Foreign Policy” opublikował z okazji 40. rocznicy tego wydarzenia zbiór artykułów pokazujących, jak narastają dowody potwierdzające tę teorię i dlaczego tajemniczy błysk nadal ma znaczenie.

W tamtym czasie w Białym Domu nie było chyba wątpliwości co do tego, co się stało. Kilka miesięcy po tym wydarzeniu, 27 lutego 1980 r., Carter napisał w swoim dzienniku: „Wśród naszych naukowców rośnie przekonanie, że Izraelczycy rzeczywiście przeprowadzili jądrową próbę wybuchową w oceanie w pobliżu południowego krańca Afryki”.Chociaż publicznie dostępne informacje nie pozwalają jednoznacznie stwierdzić, że Izrael przeprowadził tej nocy nielegalny test jądrowy, magazyn „Foreign Policy” opublikował z okazji 40. rocznicy tego wydarzenia zbiór artykułów pokazujących, jak narastają dowody potwierdzające tę teorię i dlaczego tajemniczy błysk nadal ma znaczenie.

Mimo to administracja powołała komisję pod przewodnictwem Jacka Ruiny, aby ustalić przyczynę podwójnego błysku. W maju 1980 r. komisja przedstawiła w swoim raporcie alternatywną teorię: niewielki meteor uderzył w satelitę i rozpadł się na mniejsze cząsteczki, które następnie idealnie odbijały światło słoneczne, imitując sygnał wybuchu jądrowego. Mimo że panel nie był pewien, czy jego wyjaśnienie jest prawidłowe, stwierdził jednak, że w każdym razie sygnał „prawdopodobnie nie” pochodził z wybuchu jądrowego.

W ostatnich latach więcej informacji na temat tego wydarzenia pojawiło się w odtajnionych dokumentach, jak wcześniej zauważyli autorzy Bulletinu. Opierając się na niektórych z tych danych, Lars-Erik De Geer i Christopher Wright napisali dwie prace naukowe, w których przeprowadzili niezależną analizę surowych danych. W pierwszym z nich obalają teorię meteoroidu. W drugim badają jod 131 znaleziony w tarczycach australijskich owiec zabitych w październiku w listopadzie 1979 r. i dochodzą do wniosku, że dane są zgodne z wybuchem jądrowym, który miał miejsce 22 września.

Kiedy już ktoś jest przekonany, że faktycznie doszło do wybuchu jądrowego, to tylko krok do ustalenia, kto za tym stoi. Żadne z pięciu państw posiadających wtedy broń jądrową nie miało potrzeby przeprowadzania małego tajnego testu na morzu. Można również wykluczyć Pakistan, Indie i RPA, ponieważ przeprowadzenie takiego testu nie byłoby dla nich wykonalne ze względu na stan rozwoju technologii jądrowej i trudności logistyczne. Jedynym kandydatem pozostaje Izrael, który miał zarówno motywację, jak i możliwości.

Uznanie faktu przeprowadzenia przez Izrael testu jądrowego miałoby poważne konsekwencje, dlatego autorzy artykułu w Foreign Policy uważają, że administracja Cartera nie chciała tego przyznać. Test taki stanowiłby naruszenie traktatu o częściowym zakazie prób jądrowych, który Izrael ratyfikował w 1964 r. Co ważniejsze, prawo amerykańskie wymagałoby nałożenia sankcji na Izrael, czego Carter chciał uniknąć ze względów politycznych.

Chociaż utrzymywanie tej sprawy w tajemnicy mogło być wówczas politycznie korzystne, obecnie może być odwrotnie. Jak pisze Henry Sokolski w swoim artykule, perspektywa ujawnienia przez rząd USA informacji na temat tego incydentu „wydaje się sensowna, ponieważ pomogłaby zniechęcić takie kraje jak Iran, Arabia Saudyjska, Egipt, Turcja, Korea Południowa, Japonia i inne aspirujące do posiadania broni jądrowej do łamania zobowiązań dotyczących nieprzeprowadzania testów”. Innymi słowy, przyznanie się do przeprowadzenia testu oznaczałoby przestrzeganie ważnej normy nieproliferacyjnej, podczas gdy dalsze milczenie naraża Stany Zjednoczone na zarzut hipokryzji.

Dodatkowe materiały znajdziecie w NSArchive.

Źródło

Wesprzyj rozwój strony!