Lekarze zauważyli w Strefie Gazy niepokojącą tendencję: dzieci z pojedynczymi ranami postrzałowymi głowy lub klatki piersiowej, co wskazuje na celowe strzelanie do nich. Wynika to z badań przeprowadzonych przez gazetę De Volkskrant, która rozmawiała z lekarzami należącymi do ostatnich międzynarodowych naocznych świadków.
Jest upalny dzień, kiedy amerykański lekarz Feroze Sidhwa wchodzi na oddział intensywnej terapii szpitala European Hospital w Gazie. Na terenie szpitala czuć zapach odchodów i wybuchów, a wewnątrz panuje zapach rozkładu. Martwych ciał.
Sidhwa jest 43-letnim chirurgiem urazowym i specjalistą intensywnej terapii z Kalifornii, gdzie pracuje w szpitalu w Stockton. Cieszy się szacunkiem wśród kolegów, między innymi dzięki swojej międzynarodowej działalności. Nigdy nie bierze więcej niż tydzień urlopu, z wyjątkiem misji humanitarnych. Pracował w regionach dotkniętych kryzysem, takich jak Zimbabwe i Haiti, oraz szkolił chirurgów w Burkina Faso i na Ukrainie. Chce być tam, gdzie jest najbardziej potrzebny.

Jest marzec 2024 roku i to jego pierwszy dzień w szpitalu w Gazie. Palestyńska pielęgniarka oprowadza go po szpitalu. Nagle jego wzrok pada na dwóch chłopców leżących nieruchomo w łóżkach. Mają 8, najwyżej 10 lat. Ich głowy są owinięte bandażami i są podłączeni do respiratorów. Poza tym ich ciała są nienaruszone.
„Co się stało?” – pyta. Pielęgniarka prawie nie mówi po angielsku. Ale wskazuje na ich głowy. „Shot, shot” – mówi. Sidhwa najpierw myśli, że się pomyliła. Czy tu strzela się do dzieci? Ale chwilę później na skanach widzi, że miała rację.
Kiedy wchodzą do drugiej sali, widzą jeszcze dwóch chłopców w takim samym stanie. „Pomyślałem: co do diabła?”, mówi swoim głębokim basowym głosem przez telefon do de Volkskrant. „Jak to możliwe, że w ciągu 48 godzin do tego małego szpitala trafiły cztery dzieci z ranami postrzałowymi głowy?”.
Wszyscy chłopcy umrą. Tego wieczoru robi notatkę w dzienniku na swoim telefonie. Nie ma jeszcze czasu na przemyślenia. Ale w ciągu następnych trzynastu dni spotyka jeszcze dziewięcioro dzieci z pojedynczą raną postrzałową głowy lub klatki piersiowej, dzieci, do których prawdopodobnie celowo strzelano. „Pomyślałem, że mój szpital może znajdować się w pobliżu szalonego snajpera” – mówi Sidhwa. „Albo w pobliżu szalonej ekipy dronów, która dla zabawy zabijała dzieci”.
Po powrocie do domu przypadkowo spotyka na kongresie amerykańskiego kolegę lekarza, który tuż przed nim pracował w innym szpitalu w Gazie. Kiedy Sidhwa wspomina o dzieciach, mężczyzna kiwa głową. „Ku mojemu zaskoczeniu powiedział: tak, ja też to widziałem. Prawie codziennie”. Lekarz, o którym mowa, Thaer Ahmad, potwierdza to w wywiadzie dla de Volkskrant.
„To był moment”, mówi Sidhwa, „w którym postanowiłem: muszę dowiedzieć się, co się tu dzieje”.

Zdjęcie: Mimi Syed
Ostatni świadkowie
Feroze Sidhwa nie jest jedynym lekarzem, który po powrocie ze Strefy Gazy czuje, że musi zabrać głos.
Lekarze tacy jak on od prawie dwóch lat są świadkami okrucieństw Izraela w Strefie Gazy w swoich salach operacyjnych. Muszą znosić widok rozstrzelanych maluchów, które duszą się we własnej krwi w ich ramionach, ponieważ nie ma respiratora. Muszą być w stanie wbić skalpel bez znieczulenia w klatkę piersiową nastolatka, ponieważ w przeciwnym razie nie będą mieli czasu na kolejnego pacjenta. Muszą być w stanie patrzeć, jak ich podłoga jest pokryta martwymi dziećmi.

Niektórzy lekarze są tym zmęczeni. Ale są też tacy, którzy decydują się zabrać głos. Ci lekarze należą do ostatnich międzynarodowych świadków, ponieważ Izrael nie wpuszcza zagranicznych dziennikarzy.
Na podstawie własnych obserwacji mogą opowiedzieć o skutkach ludobójczej przemocy, która wraz z bombardowaniem miasta Gaza wkroczyła w kolejną mroczną fazę.
Stawia to ich przed wielkim dylematem. Niemal wszyscy chcą wrócić do Gazy. Ale jeśli publicznie opowiedzą o tym, co widzą, wzrasta ryzyko, że Izrael odmówi im w przyszłości wjazdu. Według Organizacji Narodów Zjednoczonych od marca 2025 r. spotkało to już ponad stu zagranicznych pracowników służby zdrowia. W prawie wszystkich przypadkach Izrael nie podał żadnego uzasadnienia.
Jednak wielu lekarzy akceptuje już to zagrożenie. Ich zdaniem milczenie nie wchodzi w grę.
De Volkskrant rozmawiał w ostatnich miesiącach z siedemnastoma lekarzami i pielęgniarką ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Australii, Kanady i Holandii. Od października 2023 r. pracowali oni w sześciu szpitalach i czterech klinikach w całej Gazie, często przez kilka okresów. Większość z nich ma bogate doświadczenie w pracy w regionach dotkniętych kryzysem, takich jak Sudan, Afganistan, Syria, Bośnia i Hercegowina, Rwanda i Ukraina.

Na prośbę gazety lekarze udostępnili setki zdjęć i filmów pacjentów, zdjęcia rentgenowskie, notatki medyczne i wpisy z dzienników. Przez wiele godzin opowiadali o tym, co widzieli na salach operacyjnych. Wszyscy odpowiedzieli na pytanie: co rany mówią o tej wojnie?
Absolutne piekło
Brytyjski profesor i chirurg transplantolog Nizam Mamode (63 lata) był już na pół emeryturze, kiedy latem 2024 roku otrzymał telefon od organizacji humanitarnej Medical Aid for Palestinians z pytaniem, czy mógłby pojechać w sierpniu do Strefy Gazy. „Miałem czas i wiedziałem, że posiadam odpowiednie umiejętności” – mówi Mamode. „Pracowałem w Rwandzie. W Sudanie. W Libanie. Więc zgodziłem się. Niektórzy mówią, że to była odważna decyzja. Ale tak nie jest. Szczerze mówiąc, nie miałem pojęcia, w co się pakuję”.

Zdjęcie: Feroze Sidhwa
Dopiero gdy wraz z ponad trzydziestoma innymi osobami przejeżdża przez Gazę w opancerzonych samochodach terenowych konwoju ONZ, uświadamia sobie rzeczywistość. „Drzwi zostały zamknięte na klucz” – mówi. „Otrzymaliśmy instrukcje: nigdy nie otwierajcie ich. Jeśli izraelska armia będzie do was strzelać i nakazywać wyjście na zewnątrz, nie wysiadajcie”. „Starajcie się nie dać się zabić” – powiedział przywódca konwoju. „Dwa tygodnie później te same pojazdy zostały ostrzelane przez Izrael” – mówi Mamode.
Tuż przed tym, na punkcie kontrolnym, ich bagaż został przeszukany przez ludzi w czarnych mundurach. W Strefie Gazy brakuje prawie wszystkich środków medycznych. Dlatego lekarze zabrali ze sobą podstawowe artykuły. Jednak często wszystko jest im odbierane. Nawet żywność dla niemowląt. Dzieje się tak podczas wielu misji, jak mówią lekarze w wywiadzie dla de Volkskrant.
Brytyjski chirurg plastyczny Sarmad Tamimi, który 24 czerwca tego roku przekroczył granicę z Gazą, został już ostrzeżony przez kolegów przed konfiskatami. Wie jednak również o głodzie w Gazie i dramatycznych konsekwencjach dla niemowląt. „Wyjąłem z pudełka suplementy diety dla niemowląt i włożyłem do bagażu tylko folię” – mówi. „Powiedziałem żołnierzom, że to dla mnie”.
Amerykańska lekarka pogotowia ratunkowego Mimi Syed zdołała przemycić pod ubraniem dwa laryngoskopy – niezbędne do intubacji pacjentów. „Bałam się” – mówi. „Ale jako lekarz potrzebuję ich, aby ratować życie. Zwykle laryngoskop wyrzuca się po jednym użyciu. W Gazie użyłam go u co najmniej pięćdziesięciu pacjentów. Wystarczyło go tylko wytrzeć i można było kontynuować”.

Dr Mimi Syed, lekarz pogotowia ratunkowego.
„Nie rozumiem, dlaczego zabierają lekarzom przekraczającym granicę żywność dla niemowląt” – mówi brytyjska chirurg plastyczna Victoria Rose. „Nie rozumiem, dlaczego zabierają lekarzom leki. Nie rozumiem, dlaczego połowa lekarzy jest odsyłana z kwitkiem. Jest wiele rzeczy, których nie rozumiem”.
W odpowiedzi IDF twierdzi, że zarzuty dotyczące konfiskaty żywności dla niemowląt są „całkowicie nieprawdziwe”. Armia ma rzekomo ułatwiać pomoc humanitarną. Według IDF od 19 maja 2025 r. „do Gazy trafiło 5000 ton żywności dla niemowląt, a także duże ilości innych artykułów pomocowych”.
Lekarze, z którymi rozmawiał dziennik De Volkskrant, pracowali podczas wojny w wielu szpitalach i polowych klinikach, w tym w szpitalach Nasser, Al-Aqsa, European i Al-Shifa. Niektórzy lekarze pracowali w klinikach Lekarzy bez Granic oraz organizacjach, które nie chcą być wymienione z nazwy z obawy, że nie będą mogły dalej wykonywać swojej pracy. Są to chirurdzy ogólni, chirurdzy ortopedyczni, specjaliści intensywnej terapii, chirurdzy plastyczni, lekarze medycyny ratunkowej i urazowej. Niektórzy z nich w momencie rozmowy nadal przebywali w Gazie. Gazeta rozmawiała również z pielęgniarką urazową z doświadczeniem wojennym.

Sytuacja w szpitalach w Gazie, które w dużej mierze zostały zniszczone, jest znacznie gorsza, niż lekarze mogli sobie wcześniej wyobrazić. „Musiałam odciąć kobiecie nogę nożyczkami, ponieważ nie było nic innego” – mówi Mimi Syed. „Bez środków przeciwbólowych. Nie miałam innego wyboru”.
Na oddziałach unosił się zapach spalonych kończyn. Ciągle słyszeliśmy krzyki ludzi – opowiada lekarz z Rotterdamu, Salih el Saddy. „W naszym szpitalu mieliśmy środki znieczulające, ale nie mieliśmy środków przeciwbólowych. Pacjenci budzili się po amputacjach z ogromnym bólem. Nie mogliśmy nic dla nich zrobić”.

Dr Salih el Saddy, lekarz.
W salach operacyjnych pracownicy starają się odstraszać muchy od otwartych ran pacjentów. Nizam Mamode obserwuje, jak jego kolega z oddziału intensywnej terapii opiekuje się dzieckiem, którego respirator nie działa prawidłowo. Kiedy wyciąga rurkę z gardła dziecka, widzi, że jest ona zatkana. „Pełna robaków” – mówi Mamode – „z gardła dziecka”.
Według wielu lekarzy aparaty MRI i dializacyjne są bezużyteczne, ponieważ są podziurawione kulami. Niektóre sale operacyjne zostały podpalone. Przewody aparatów USG zostały przecięte.

Lekarze nie mają zbyt wiele czasu na zastanawianie się. Jednak od czasu do czasu, w nieoczekiwanych momentach, ogarnia ich niedowierzanie. Mamode doświadcza tego podczas operacji 8-letniej dziewczynki. „Dziewczynka wykrwawiała się, więc poprosiłem o gazę, aby usunąć nadmiar krwi i znaleźć ranę” – opowiada. Dowiaduje się, że gazy się skończyły. „Nagle pomyślałem o ironii tej sytuacji. Według tradycji słowo „gaz” pochodzi od Gazy, ponieważ mieszkańcy Gazy słynęli ze swoich tkanin. Stałem tam, w kolebce gazy, i nie mogłem jej dostać. Musiałem obiema rękami wyciągać krew z jej ciała”.
Przed wyjazdem lekarz pogotowia ratunkowego Adil Husain nagrał list wideo do swojego małego dziecka i żony, na wypadek gdyby nigdy więcej go nie zobaczyli. Inni sporządzili testamenty. Wszyscy lekarze, z którymi rozmawiał dziennik De Volkskrant, odczuwali silną wewnętrzną potrzebę wyjazdu. „Jestem chirurgiem. Chcę jechać tam, gdzie pomoc jest najbardziej potrzebna” – mówi lekarz, który wkrótce ponownie wyrusza do Gazy i chce pozostać anonimowy z obawy przed problemami z Izraelem. „Moja praca tam ma znaczenie. Jest to sygnał dla mieszkańców Gazy: nie zapomnieliśmy o was”.
Międzynarodowi lekarze zazwyczaj pozostają w Gazie od dwóch do sześciu tygodni – potem są zastępowani. Wielu z nich śpi w szpitalu i przez tygodnie prawie z niego nie wychodzi. W szpitalu Nasser Hospital około piętnastu chirurgów mieszka razem w pokoju na czwartym piętrze, tuż obok sal operacyjnych. W nocy temperatura dochodzi tam do prawie 40 stopni. Chirurg Nizam Mamode przeniósł się więc na kamienne schody obok. „Każdej nocy spałem na tych schodach, mając nadzieję, że będę tam bezpieczny przed dronami”.

W zeszłym miesiącu widział, jak górna część tych samych schodów została zniszczona przez izraelski atak, który wzbudził duże zainteresowanie międzynarodowe, ponieważ istniały nagrania wideo z momentu, w którym zginęli ratownicy i dziennikarze.
Zdecydowana większość rannych to ofiary wybuchów bomb i granatów: uderza ich fala uderzeniowa, gorąco, odłamki i zawalające się budynki. Odłamki przelatują przez namioty. A także przez ciała wielu dzieci, które stanowią łącznie ponad 40 procent ludności Gazy.
„Widziałem niezliczoną liczbę dzieci, którym mózg wylewał się na zewnątrz” – mówi pielęgniarz Jack Latour z organizacji Lekarze bez Granic. „Przepraszam. Rozumiem, że nikt nie chce tego słuchać. Ale tak właśnie się dzieje”. Kiedy chirurg Goher Rahbour po raz pierwszy znalazł się w sytuacji masowego wypadku – wielkiej katastrofie, w wyniku której szpital został zalany ofiarami – zobaczył 5-letnią dziewczynkę bez stopy. „Leżała obok niej na podłodze. Kolejne dziecko nie miało podudzia. Potem pojawiło się kolejne dziecko. Zamarłem. Pomyślałem: to jest prawdziwe piekło”.
Według władz zdrowotnych w Strefie Gazy do tej pory zginęło ponad 64 tysiące mieszkańców Gazy, w tym prawie 20 tysięcy dzieci. Izrael twierdzi, że nie ufa tym danym, ponieważ ministerstwo podlega Hamasowi. Grupa międzynarodowych badaczy stwierdziła w medycznym czasopiśmie naukowym The Lancet, że dane tego ministerstwa są raczej zaniżone.
Dzieci z ranami postrzałowymi
Spośród wszystkich pacjentów jest jedna grupa, która szczególnie szokuje lekarzy: dzieci z ranami postrzałowymi głowy lub klatki piersiowej, których ciała poza tym są nieuszkodzone.
Pojedyncze postrzelenie tych części ciała jest ważną wskazówką, że strzelano celowo do dzieci. Jest to zbrodnia wojenna. W innych obszarach objętych konfliktem lekarze rzadko mieli z tym do czynienia.
14 sierpnia 2024 r. lekarz pogotowia ratunkowego Mimi Syed pisze w swoim dzienniku. Są to krótkie, urywane zdania.

Siedmioletnia dziewczynka. Rana postrzałowa klatki piersiowej. Zmarła po przybyciu na miejsce. Próbowano ją uratować. Część większego incydentu z ofiarami masowymi. Na podłodze, bez łóżek. O mało nie poślizgnęłam się we krwi. Nie mogłam jeść od dwóch dni. Nie mogę przełykać. Czy kiedykolwiek wrócę do normy?
Dr Mimi Syed
Syed jest amerykańską lekarką pogotowia ratunkowego, która dwukrotnie pracowała przez cztery tygodnie w Gazie, w szpitalach Nasser w Khan Younis i Al Aqsa w Deir al-Balah. „Podobnie jak większość ludzi, śledziłam wojnę poprzez transmisje na żywo w telefonie” – mówi. „Ale nie mogłam już tego znieść. Jestem matką. Nie mogłam po prostu patrzeć i nic nie robić”.
Opisuje Mirę, czteroletnią dziewczynkę, którą widzi w szpitalu Nasser. Przywożą ją rodzice. „Powiedzieli, że została postrzelona przez uzbrojony quadcopter (dron, red.), kiedy spacerowała po strefie humanitarnej ustanowionej przez Izrael. Koledzy powiedzieli mi, że pozwolimy jej umrzeć. Niestety, uznali, że nie możemy już wiele zrobić. Spojrzałam na nią i zobaczyłam, że lekko się porusza. Było coś w jej twarzy, co sprawiło, że pomyślałam: spróbuję mimo wszystko. Była taka młoda”.
Syed intubuje dziewczynkę za pomocą laryngoskopu, który przemyciła własnoręcznie. Chwilę później patrzy ze zdumieniem na skan jej głowy: jest w niej kula.

Z pomocą kolegów Syedowi udaje się utrzymać Mirę przy życiu. Później dziewczynka budzi się i znów zaczyna mówić – to mały cud. Jeszcze później innemu lekarzowi udaje się usunąć kulę z jej głowy.
Ale Mira nie jest jedynym dzieckiem z kulą w głowie, które widzi Syed. Postanawia je sfotografować. „Pomyślałam: muszę to utrwalić. Zdałam sobie sprawę, że to są zbrodnie wojenne”. W ekstremalnie stresujących warunkach fotografuje osiemnaścioro dzieci, które zostały postrzelone w głowę lub klatkę piersiową. Wszystkie to pojedyncze strzały, mówi.
De Volkskrant zapytał lekarzy, ilu dzieci w wieku 15 lat i młodszych widzieli, które zostały postrzelone pojedynczą kulą w głowę i/lub klatkę piersiową. Gazeta postanowiła ograniczyć pytanie do tej kategorii wiekowej, ponieważ na podstawie wyglądu tych dzieci nie ma wątpliwości, że są one dziećmi.

Zdjęcie: Mimi Syed

Piętnastu z siedemnastu lekarzy twierdzi, że spotkało dzieci w wieku 15 lat i młodsze z takimi ranami postrzałowymi. Łącznie wymienili 114 dzieci, z których znaczna część zmarła. Niektórzy lekarze robili zdjęcia lub notatki dotyczące dzieci, inni polegają na swojej pamięci. Na prośbę niniejszej gazety lekarze ci dokonali najbardziej ostrożnych szacunków, nie uwzględniając dzieci, co do których mieli wątpliwości. Dzieci, które miały również rany postrzałowe w innych częściach ciała, również nie zostały uwzględnione w szacunkach, ponieważ w takich przypadkach celność strzałów jest mniej pewna.
Lekarze podejrzewają, że całkowita liczba dzieci postrzelonych w głowę lub klatkę piersiową jest wielokrotnie wyższa niż liczba dzieci, które sami widzieli. Według lekarzy dzieci, które zginęły na miejscu, zazwyczaj nie trafiały do ich oddziałów. Ponadto lekarze nie pracowali we wszystkich szpitalach w Strefie Gazy i przebywali tam tylko przez ograniczony czas.
Na prośbę gazety lekarze dostarczyli własnoręcznie wykonane zdjęcia i filmy jako dowody. W sumie gazeta De Volkskrant obejrzała zdjęcia kilkudziesięciu dzieci z ranami postrzałowymi głowy lub klatki piersiowej. Większość z nich nie została opublikowana, ponieważ zdjęcia są zbyt makabryczne.
De Volkskrant przedstawił dwóm patologom sądowym dziesiątki zdjęć dzieci z ranami postrzałowymi oraz różne zdjęcia rentgenowskie. Potwierdzili oni, że rany zostały spowodowane przez pociski, a nie odłamki granatów. „Najprawdopodobniej chodzi o strzały oddane z dużej odległości, wymierzone w głowę i/lub szyję, przy użyciu amunicji wojskowej” – komentuje patolog sądowy Wim Van de Voorde, emerytowany profesor Uniwersytetu w Leuven. Według Van de Voorde zdjęcia nie są wystarczającej jakości, aby wyciągnąć wnioski prawne, „co jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę bardzo trudne warunki lokalne”.

Zdjęcie: Mimi Syed

Patolog sądowy Frank van de Goot: „Na zdjęciach rentgenowskich widzę głowy dzieci z kulami w środku. Kule musiały stracić dużo energii po drodze, bo dzieci mają cieńsze czaszki niż dorośli, bo inaczej przeszłyby na wylot. Tak więc do tych dzieci strzelano z dużej odległości.
Wynik ten jest zgodny z zeznaniami naocznych świadków, którzy opisali lekarzom, że kule były zazwyczaj wystrzeliwane przez uzbrojone drony lub snajperów izraelskiej armii (IDF). Snajperzy mogą z dużej odległości, czasami nawet ponad tysiąca metrów, określić, kogo chcą trafić i gdzie. IDF nie chciała odpowiadać na pytania dotyczące strzelania do dzieci przez snajperów.
Według byłego dowódcy sił lądowych Marta de Kruifa prawdopodobieństwo, że były to przypadkowe trafienia, jest zerowe, ponieważ lekarze opisują ponad sto przypadków. „Proszę pomyśleć, jaką powierzchnię głowy zajmuje w stosunku do całego ciała. Jeśli ma się wiele ran postrzałowych w okolicy serca i głowy, nie jest to przypadkowe uszkodzenie. Jest to naprawdę celowy ostrzał”.
Premier Izraela Netanjahu i dowództwo armii systematycznie zaprzeczają, że żołnierze celują w palestyńskich cywilów. Jednak anonimowi żołnierze wielokrotnie przyznawali w izraelskiej gazecie Haaretz, że tak właśnie się dzieje. Również Breaking the Silence, izraelska organizacja weteranów wojskowych, ujawniła na podstawie setek rozmów z żołnierzami, że musieli strzelać do każdego, kto znalazł się w określonym obszarze. „Dorosły mężczyzna: zabić” – mówi kapitan w raporcie z badania The Perimeter. „Strzela się do wszystkiego, co może stanowić zagrożenie dla naszych żołnierzy”.
W sierpniu brytyjska stacja informacyjna BBC opublikowała wyniki badania dotyczącego ponad 160 dzieci, które zostały postrzelone w Strefie Gazy. W przypadku 95 dzieci strzał trafił w głowę lub klatkę piersiową, w 59 przypadkach BBC rozmawiało z naocznymi świadkami. Według nich 57 razy kule wystrzeliły siły IDF, a dwa razy Palestyńczycy.
Większość lekarzy, z którymi rozmawiała gazeta De Volkskrant, chciała zebrać więcej dowodów, ale nie udało im się tego zrobić w chaosie panującym w Gazie. Albo nie odważyli się tego zrobić. Chirurg ortopeda Mark Perlmutter (69), który przeprowadził czterdzieści misji humanitarnych: „Żałuję, że nie miałem na tyle przytomności umysłu, aby zebrać więcej dowodów”.
Amerykańska anestezjolog i specjalistka intensywnej terapii Ahlia Kattan (38): „Najbardziej żałuję, że nie udokumentowałam więcej. Ale leczyłam pacjentów. W tamtym momencie po prostu nie przyszło mi to do głowy. Żałuję, że nikt mi wcześniej nie powiedział, że powinnam była zachowywać się również jak dziennikarka”.
„Przedtem organizacje pozarządowe powiedziały nam, lekarzom: nie dokumentujcie niczego, nie róbcie notatek, nie róbcie zdjęć” – mówi Feroze Sidhwa. „Boją się, że w przeciwnym razie Izrael nie wpuści ich do Strefy Gazy”. Jednak ich wspomnienia dotyczące dzieci są czasami niezwykle szczegółowe.
„Podczas masowego incydentu z ofiarami śmiertelnymi szedłem przez oddział ratunkowy” – opowiada Perlmutter. „Wszędzie leżały dzieci. Obracałem je, aby zobaczyć, komu mogę pomóc. I wtedy zobaczyłem dwóch chłopców. Byli martwi. Zostali postrzeleni w klatkę piersiową i głowę. Mieli 6 lub 7 lat. Zbadałem ich. Poprosiłem asystenta medycznego, aby zrobił im zdjęcia”. Zdjęcia znajdują się w posiadaniu tej gazety.
Perlmutter usłyszał krzyki mężczyzny, który był przy jednym z chłopców. „Nie rozumiał, dlaczego strzelec trafił dziecko, a nie jego – dorosłego”. Chwilę później widzi płaczącego mężczyznę. Siedzi w szoku na podłodze, podczas gdy dziecko zostało przewiezione do kostnicy. Perlmutter robi zdjęcie swoim iPhonem.

Zdjęcie: Mark Perlmutter
Anestezjolog i specjalistka intensywnej terapii Ahlia Kattan opowiada o małej dziewczynce przyniesionej przez matkę: „Nie miała jeszcze dwóch lat. Była bardzo blada, wyglądała idealnie, więc pomyślałam, że ma krwotok wewnętrzny.
Zauważyłam, że nie żyje. Ale jej matka krzyczała w niebogłosy. Lata zajęło jej poczęcie dziecka. Zaczęliśmy masaż serca, a ja zaintubowałam ją – chciałam jej pokazać, że próbowałam wszystkiego. Często tak postępujemy w przypadku małych dzieci. Kiedy to robiłam, ktoś podał mi skan. I wtedy to zobaczyłam: kulę w jej głowie. Widziałam krew. Idealny strzał w skroń”.
„ Zrobiłam zdjęcie z nogi łóżka” – mówi Kattan. „To jedno z niewielu zdjęć, które zrobiłam w Strefie Gazy. Ale byłam tak zaskoczona, że pomyślałam: inaczej nikt mi nie uwierzy”.

Im dłużej lekarze przebywają w Gazie, tym bardziej zdają sobie sprawę, że nie są to przypadkowe zdarzenia, ale strukturalna tendencja. Te pociski są celowo wystrzeliwane.
Badanie przeprowadzone przez NYT
Do tego samego wniosku dochodzi Feroze Sidhwa jesienią 2024 roku. Po kongresie w Stanach Zjednoczonych, gdzie dowiedział się, że inny lekarz podziela jego opinię, rozpoczyna wspólnie z The New York Times dochodzenie. Poprosili 64 amerykańskich pracowników służby zdrowia, którzy pracowali w Strefie Gazy, o wypełnienie ankiety.
Wyniki, opublikowane 9 października 2024 r. przez The New York Times, są niepokojące. W artykule „65 lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych: co widzieliśmy w Strefie Gazy” 44 ankietowanych twierdzi, że widziało wiele dzieci w wieku 12 lat lub młodszych, które zostały postrzelone w głowę lub klatkę piersiową. 25 ankietowanych widziało zdrowe noworodki powracające do szpitala i umierające z powodu odwodnienia, wygłodzenia lub infekcji. 52 uczestników widziało małe dzieci, które miały myśli samobójcze lub mówiły, że chciałyby umrzeć.
W tym momencie Joe Biden jest nadal prezydentem Stanów Zjednoczonych. W otwartym liście do niego lekarze już wcześniej wyrazili swoje obawy dotyczące dużej liczby umierających małych dzieci. Jednak Biden, który zmaga się z różnymi opiniami na ten temat w Partii Demokratycznej, nie reaguje.

Zdjęcie: Feroze Sidhwa
Sidhwa spodziewa się, że artykuł w NYT to zmieni. „To bardzo nietypowe, że 65 amerykańskich pracowników służby zdrowia tak otwarcie zabiera głos”, mówi, „bo zazwyczaj skupiają się na ratowaniu pacjentów. Artykuł przeczytano też miliony razy”.
Jednak publikacja nie wywołała burzy oburzenia, jak przewidywał Sidhwa. Nie nastąpiła również zmiana kursu politycznego. „W rzeczywistości rząd Bidena po prostu zignorował tę sprawę”.
Grywalizacja w wojskowości
Na krótką chwilę pojawia się nadzieja w Strefie Gazy, gdy na początku 2025 roku przez dwa miesiące obowiązuje zawieszenie broni. Jednak 18 marca około godziny 2:30 w nocy nadzieja ta zostaje zniweczona. Izrael rozpoczyna intensywną fazę swojej kampanii zniszczenia, która trwa do dziś, między innymi poprzez frontalny atak na miasto Gaza.
Lekarze obserwują codzienne pogarszanie się sytuacji w szpitalach. Coraz częściej dochodzi do masowych wypadków, czasem nawet kilka razy dziennie. Pacjenci, którzy trafiają do szpitali, często mają już blizny po wcześniejszych bombardowaniach. Głód powoduje poważne osłabienie pacjentów i personelu. Ranne dzieci, które nie mają już żadnych członków rodziny, stanowią obecnie oficjalną nową kategorię medyczną: WCNSF, Wounded Child, No Surviving Family (ranna dziecko, bez żyjącej rodziny).

Feroze Sidhwa, który w marcu realizuje swoją drugą misję, budzi się, gdy drzwi sypialni zostają wyważone. Izrael złamał zawieszenie broni. W ciemności lekarze przez minutę patrzą przed siebie, oszołomieni. Słuchają odgłosów bomb. „Musimy zejść na dół” – mówi jeden z nich.
Tej nocy w ciągu kilku godzin przybywają setki pacjentów. Sidhwa sam zaczyna pracę na oddziale ratunkowym. „Przez pierwsze dziesięć minut robiliśmy tylko jedno: stwierdzaliśmy zgon dzieci. Najgorsze było to, że serca większości dzieci nadal biły. Ale podnosiliśmy je i przekazywaliśmy członkom rodziny. Nie znam arabskiego, ale znałem jedno słowo: ghalas, co po arabsku oznacza „wystarczy”. Musieliśmy dokonywać wyborów, aby móc leczyć innych. Oznaczało to, że musieli oni zostać przeniesieni do innej części szpitala, aby tam umrzeć”.

Tej samej nocy Perlmutter przebywa w szpitalu Al-Aqsa. Na podłodze widzi leżącego chłopca, którego twarz całkowicie pokrywa szary pył. „Leżał w kałuży krwi, nie miał nogi” – mówi Perlmutter. „Chciałem przejść dalej. Ale właśnie w tym momencie chwycił mnie za nogawkę spodni. Nie mógł już mówić, ale patrzył na mnie. Widziałem, jak kałuża krwi się powiększa. Zawahałem się przez chwilę, a potem uwolniłem nogę, aby móc pomóc innemu dziecku”.
Perlmutter płacze przez telefon. „Przeszedłem obok niego” – mówi. Nie może zapomnieć o tym chłopcu.
W przypadku masowych incydentów z ofiarami lekarze są zasypywani przez ciężko rannych pacjentów. Trudno jest więc uzyskać ogólny obraz sytuacji. Jednak w chaosie tym lekarze dostrzegają dwa powtarzające się wzorce, które mogą wskazywać na zbrodnie wojenne popełnione przez Izrael. Znajdują oni dowody na użycie bardzo kontrowersyjnej broni oraz na grywalizację przemocy wojennej.
Wśród wielu osób z okaleczeniami i oparzeniami lekarze widzą pacjentów z niewielkimi ranami, którzy mimo to są w bardzo złym stanie. Okazuje się, że zostali trafieni przez maleńkie kawałki metalu w kształcie sześcianu lub cylindra. Są one tak małe – mają kilka milimetrów – że lekarze czasami nie są w stanie znaleźć ran wejściowych lub wyjściowych. Jednak według lekarzy powodują one „straszliwe szkody” wewnątrz ciała: przebijają narządy, uszkadzają nerwy i naczynia krwionośne. Konsekwencje są tragiczne: pacjenci doznają śmiertelnych krwotoków wewnętrznych lub muszą przejść poważne amputacje.

Zdjęcie: Mimi Syed
Według Thaera Ahmada, lekarza pogotowia ratunkowego z Chicago, rany po uderzeniu są tak niepozorne, że pacjenci są czasami odsyłani do domu. „Niektórzy wrócili z brzuchem pełnym krwi. Jeden z nich zmarł, czekając na operację”.
Dziewięciu lekarzy oświadczyło gazecie De Volkskrant, że znaleźli u pacjentów cząstki w kształcie sześcianu lub cylindra. Niektórzy przesłali gazecie „De Volkskrant” zdjęcia i filmy pacjentów oraz cząsteczek. Wcześniej eksperci ds. broni w brytyjskiej gazecie „The Guardian” stwierdzili, że obrażenia pasują do broni odłamkowej produkowanej przez Izrael. Chodziłoby o materiały wybuchowe wzbogacone dużymi ilościami cząsteczek metalu.
Mark Perlmutter, członek zarządu Amerykańskiego Stowarzyszenia Chirurgów Neurologicznych i Ortopedycznych, twierdzi, że regularnie znajdował takie cząsteczki. „Operowałem co najmniej dziesięć osób, które je miały”. Twierdzi, że przemycił w bagażu dwie metalowe cząsteczki z Gazy. „Przekazałem je Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu”. Według Perlmuttera chodzi o wolfram.

Mark Perlmutter
Wolfram jest metalem niezwykle twardym i prawie dwukrotnie cięższym od stali. Dzięki temu może spowodować ogromne szkody, gdy po wybuchu rozrzuca się po okolicy. Jego stosowanie w gęsto zaludnionych obszarach, takich jak Gaza, jest bardzo kontrowersyjne, ponieważ ma na celu spowodowanie jak największej liczby ofiar i nie rozróżnia między cywilami a bojownikami. Amnesty International od dawna twierdzi, że Izrael używa takich broni w Strefie Gazy.

Według IDF twierdzenie, że Izrael używa broni powodującej obrażenia odłamkowe, jest „rażącą nieprawdą”. „IDF nie posiada ani nie używa takiej broni. Oskarżenie to nie ma podstaw faktycznych i stanowi celowe zniekształcenie rzeczywistości” – odpowiedziało IDF na pytania dotyczące tej kwestii.
Od początku marca Izrael całkowicie zablokował pomoc dla Strefy Gazy. Dwa miesiące później prawie wszystkie zapasy w tym regionie zostały wyczerpane, a coraz więcej osób umiera z powodu systematycznego głodu. Międzynarodowa krytyka Izraela nasila się.
W odpowiedzi na to Izrael pod koniec maja otwiera cztery kontrowersyjne punkty dystrybucji żywności w Gazie, do których Palestyńczycy muszą się udać, aby otrzymać pomoc. Od samego początku miejsca te okazują się śmiertelnie niebezpieczne. Czekający tam cywile są przypadkowo rozstrzeliwani. W izraelskiej gazecie Haaretz żołnierze przyznają nawet, że na polecenie dowódców strzelają do grup cywilów, którzy nie stanowią zagrożenia.
„To pole śmierci” – mówi jeden z żołnierzy. „Strzelanie jest naszą formą komunikacji”. Według niego dopiero po ustaniu strzelaniny cywile „wiedzą”, że mogą podejść do punktu dystrybucji żywności. Inny żołnierz mówi, że żołnierze porównują to między sobą do znanej dziecięcej zabawy Salted Fish (Annemaria Koekkoek, red.), w której dzieci próbują zbliżyć się do osoby wyznaczonej, nie dając się złapać na ruchu.

Zdjęcie: Mark Perlmutter
Za każdym razem, gdy otwierany jest punkt wydawania żywności, lekarze w szpitalach przyjmują dziesiątki cywilów z ranami postrzałowymi. Są to głównie chłopcy – nastolatkowie i młodzi dorośli. Są oni przywożeni w dużych grupach na osiołkach. Niektórzy mają przy sobie puste worki po żywności.
Wielu lekarzy zauważa, że rany mają pewien wzór. Twierdzą, że z dnia na dzień zmienia się miejsce postrzału, jakby było to uzgodnione.
Brytyjski chirurg Goher Rahbour twierdzi, że w ciągu jednego dnia przyjął pięciu lub sześciu pacjentów, którzy zostali postrzeleni w obie ręce i obie nogi, według naocznych świadków przez IDF. „Czy to była zabawa?” – zastanawia się Rahbour. „Czy żołnierze bawią się w jakąś grę?”
Również renomowany brytyjski chirurg przełyku i żołądka Nick Maynard z Uniwersytetu Oksfordzkiego doświadcza tego, gdy w krótkim czasie musi operować cztery osoby postrzelone w brzuch.
Maynard pyta innych lekarzy, czy widzą podobne przypadki. „Wszyscy w szpitalu Nasser, z którymi o tym rozmawiałem, potwierdzili to” – mówi. „Jednego dnia widzieli głównie rany postrzałowe głowy i szyi, innego dnia klatki piersiowej. Jeszcze innego dnia były to kończyny. Brzuch. Albo jądra. Lekarz szkolący się na urologa powiedział, że jednego dnia miał czterech chłopców, którzy zostali postrzeleni w krocze”. Według Maynarda chaotyczne warunki panujące w Strefie Gazy uniemożliwiały sporządzanie codziennych list z odniesionymi obrażeniami i liczbą ofiar.
W przeszłości znaleziono jednak dowody na to, że izraelscy snajperzy traktowali strzelanie do określonych części ciała jako element gry. W 2020 r. izraelscy snajperzy anonimowo opowiedzieli gazecie „Haaretz”, jak próbowali pobić „rekordy”, trafiając w ciągu jednego dnia jak najwięcej kolan. Jeden z nich „osiągnął” wynik 42. „Najtrudniej było trafić w kolana” – powiedział snajper.
IDF nie odpowiada merytorycznie na pytania dotyczące wzorca zaobserwowanego przez lekarzy. Według armii to właśnie Hamas „stwarza niebezpieczne warunki dla ludności cywilnej”.
Na początku sierpnia lekarz pogotowia ratunkowego Adil Husain właśnie wrócił ze szpitala Nasser Hospital, kiedy przemawiał do tłumu w Teksasie. Zwrócił uwagę na brak zagranicznych dziennikarzy w Strefie Gazy. „Dlatego to my musimy być świadkami” – powiedział. „Jesteśmy to winni mieszkańcom Strefy Gazy”. Jak sam twierdzi, w ciągu dwóch tygodni widział setki umierających ludzi.

Opowiada o Ahmedzie, 10-letnim chłopcu, który wrócił z pustymi torbami z punktu dystrybucji żywności. „Został trafiony w głowę, szyję i brzuch” – mówi Husain. W wywiadzie dla dziennika „De Volkskrant” opowiada, że w ostatnich chwilach życia chłopca podał mu ketaminę, aby złagodzić cierpienie. „Trzymałem go w ramionach. I powiedziałem mu: „Przepraszam”.
Lekarze opuszczający ten region niemal wszyscy są dręczeni poczuciem winy. Oni mogą wyjechać, a inni pozostają. „Po mojej pierwszej misji utrzymywałem kontakt z kolegami z Gazy i pytałem, jak się mają” – mówi Sarmad Tamimi, który pod koniec lipca powrócił z drugiej misji. „Ale teraz nie jestem w stanie tego robić. Nie mam odwagi usłyszeć ich odpowiedzi”.
Ich moralny obowiązek
Jest 28 maja 2025 roku, a w siedzibie ONZ w Nowym Jorku Feroze Sidhwa przemawia przed Radą Bezpieczeństwa. Zaproszenie przyszło w ostatniej chwili, więc musiał odwołać wszystkie wizyty swoich pacjentów w szpitalu w Stockton.
„Nie jestem tu jako decydent polityczny ani polityk” – mówi Sidhwa, śledząc palcem tekst na kartce papieru leżącej przed nim. „Jestem lekarzem, który był świadkiem celowego niszczenia systemu opieki zdrowotnej, umyślnego atakowania moich własnych kolegów i wymazywania całego narodu”.
Półtora miesiąca wcześniej Sidhwa powrócił ze swojej drugiej misji w Strefie Gazy. Teraz siedzi tutaj, ubrany w szary garnitur i zielony krawat, i musi opisać coś, co trudno jest opisać słowami. Wygląda na skupionego.
„Moimi pacjentami były sześciolatki z odłamkami granatów w sercach i kulami w mózgach” – mówi swoim głębokim basowym głosem. „A także kobiety w ciąży, których miednice zostały zniszczone, a płody przecięte na pół, gdy były jeszcze w łonie matki”.
W rzeczywistości, jak później powie gazecie De Volkskrant, jego pierwotna przemowa była „jeszcze ostrzejsza”. Jednak za radą zaufanej osoby złagodził swoje słowa, aby nie odbiegać zbytnio od dyplomatycznych zwyczajów.
Prawie wszyscy lekarze, z którymi rozmawiał de Volkskrant, odczuwają to samo co Sidhwa. Jadą do Gazy, aby pomagać ludziom. Jednak widząc, jak wielu niewinnych cywilów ginie, jak wielkie są zniszczenia i jak niewielu ludziom mogą faktycznie pomóc, zdają sobie sprawę, że ich zadanie nie kończy się wraz z powrotem do domu. Najchętniej występują jako neutralni ratownicy. Jednak coraz częściej czują się zmuszeni do publicznego wyrażania swoich opinii. Chcą w ten sposób opowiedzieć jak największej liczbie osób o tym, co widzieli na własne oczy.
Tak samo postępuje Nizam Mamode, który jesienią 2024 roku zeznaje przed komisją brytyjskiego parlamentu. Podczas sesji transmitowanej na żywo 63-letni chirurg załamuje się. W połowie opowieści o dzieciach leżących na ziemi po bombardowaniu, a następnie ostrzeliwanych przez uzbrojone drony – „to działo się dzień po dniu” – Mamode milknie. Zamyka oczy. Jego warga zaczyna drżeć.
Jego milczenie przerywa przewodnicząca komisji. „Rozumiem cię”, mówi, „bo tego, co widziałeś, nie da się już zapomnieć”.
Mamode był członkiem Partii Pracy przez prawie trzydzieści lat. Prowadził nawet kampanię wyborczą tej partii podczas ostatnich wyborów. „Ale teraz przeciąłem swoją legitymację członkowską na pół” – mówi gazecie De Volkskrant – „ponieważ wstydzę się naszego rządu Partii Pracy. Mają moralny obowiązek podjąć działania, a tego nie zrobili. Myślę, że pewnego dnia zostaną surowo, bardzo surowo osądzeni”.
Jest to ciężar, który odczuwają prawie wszyscy lekarze: pochodzą oni z krajów, które tradycyjnie są sojusznikami Izraela. Krajów, które nawet po ich relacjach naocznych świadków nie podejmują wystarczająco zdecydowanych działań, aby powstrzymać Izrael. A w przypadku Stanów Zjednoczonych nadal dostarczają broń, która umożliwia rozlew krwi.
W szpitalach w Strefie Gazy lekarze starają się o tym nie myśleć. Czasami im się to nie udaje.

Kiedy 18 marca Izrael złamał zawieszenie broni, bombardując miasto, korytarze szpitala Nasser zapełniły się ciałami i rannymi. „Pamiętam pięcioletnią dziewczynkę” – mówi Feroze Sidhwa. „Nazywała się Sham. Była pierwszą osobą, którą udało się uratować. Siedziałam obok niej na podłodze, próbując pomóc jej oddychać i patrząc na krew płynącą z jej lewego policzka. Odłamek granatu przebił jej mózg”.
Wśród tego chaosu, podczas gdy wokół rozlegały się krzyki dzieci, Sidhwa mógł myśleć tylko o jednym: „Czy to ja zapłaciłem za ten odłamek granatu? Czy to był mój sąsiad? A może jego sąsiad? Do którego Amerykanina mogę wysłać e-maila, aby poinformować go, że znaleziono ich granat?”.
Autorzy: Maud Effting, Willem Feenstra
Źródło
