Zaskakującą prawdą kryjącą się za technologicznym zniewoleniem ludzkości jest to, że nie byłoby ono możliwe bez dobrowolnego udziału potencjalnych niewolników. Aby technokracja odniosła sukces, ludzie muszą ją przyjąć z otwartymi ramionami. Społeczeństwo musi ślepo wierzyć, że nie może bez niej żyć lub że autorytaryzm oparty na algorytmicznym konsensusie jest „nieunikniony”.
Na przykład przeciętna osoba żyjąca w gospodarce pierwszego świata dobrowolnie nosi przy sobie telefon komórkowy wszędzie, gdziekolwiek się udaje, bez wyjątku. Brak telefonu komórkowego oznacza dla nich bycie nagim, narażonym na niebezpieczeństwo, nieprzygotowanym i odłączonym od cywilizacji. Dorastałem w latach 80. i radziliśmy sobie dobrze bez telefonu przy sobie przez cały dzień. Nawet teraz odmawiam noszenia go przy sobie.
Dlaczego? Po pierwsze, jak większość ludzi powinna już wiedzieć (ujawnienia Edwarda Snowdena nie pozostawiają co do tego wątpliwości), telefon komórkowy jest idealnym urządzeniem technokratycznym. Posiada wielopoziomowe funkcje śledzenia, wykorzystujące GPS, routery WiFi i triangulację wież komórkowych, aby śledzić każdy Twój krok. Co więcej, może być używany do rejestrowania Twoich codziennych wzorców, nawyków, tego, kim są Twoi przyjaciele, gdzie byłeś w danym dniu wiele miesięcy lub lat temu.
Ponadto w oprogramowaniu aplikacji ukryte są funkcje backdoor, które umożliwiają rządom i korporacjom dostęp do mikrofonu i aparatu w telefonie komórkowym, nawet gdy użytkownik sądzi, że urządzenie jest wyłączone. Prywatne szczegóły z życia użytkownika mogą być rejestrowane i gromadzone. W świecie, w którym technokraci ogłaszają „śmierć” prywatności, po co pomagać im, nosząc przy sobie urządzenie, które podsłuchuje wszystko, co użytkownik mówi, i rejestruje wszystko, co robi?
Globalistom często otwarcie przyznają, że dynamika globalnego śledzenia i koniec anonimowości to kwestia świadomego udziału. W wywiadzie dla szwajcarskiej telewizji w 2023 r. były szef WEF, Klaus Schwab, powiedział:
Schwab omawiał swoją wizję „nowego świata” i poświęceń, jakie ludzie będą musieli ponieść, aby w nim żyć. Zwracam uwagę, że mówi on „TY będziesz musiał zaakceptować całkowitą przejrzystość…”, a nie „MY będziemy musieli zaakceptować całkowitą przejrzystość…”. Nie uwzględnia on elit w swojej futurystycznej wizji całkowitej inwigilacji.
Michael F. Neidorff, ówczesny prezes i dyrektor generalny Centene Corporation (dużego amerykańskiego ubezpieczyciela zdrowotnego), podczas sesji Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) w Davos w 2017 r. zatytułowanej „Co jeśli: prywatność stanie się dobrem luksusowym?” stwierdził, że:
„Z definicji rezygnujesz z prywatności, angażując się w coś. Big data może być niezwykle korzystna, ale problem pojawia się wtedy, gdy nie jest ona anonimowa…”
Globalistyczna koncepcja końca prywatności została rozwinięta w eseju członkini WEF Idy Auken zatytułowanym: „Witaj w 2030 roku. Nie posiadam nic, nie mam prywatności, a życie nigdy nie było lepsze”. Jej artykuł jest kwintesencją technokratycznej propagandy – podobnie jak narracje radzieckich futurystów na początku zimnej wojny, elity często zachęcają społeczeństwo do udziału w technokracji, obiecując mu życie w nieskończonym bogactwie i dostatku. „Wkrótce…” mówią, „…nasza technologia wyeliminuje pracę, potrzebę posiadania pieniędzy i różnice w zamożności”.
Oznacza to, że wszyscy obiecują te same bzdury o tym, że nie będziesz musiał pracować, będziesz miał wolny czas, a posiadanie własności stanie się zbędne, ponieważ wszystko zostanie ci przekazane za darmo. Oczywiście ceną za to jest to, że twoje życie stanie się otwartą księgą dla ludzi u władzy, a twoje przetrwanie będzie całkowicie zależało od ich kaprysów. Wystarczy, że wyjdziesz z szeregu, a oni mogą po prostu nacisnąć przycisk i zakończyć twoje życie, jakie znasz.
Każdy aspekt technokracji wymaga coraz większej zależności, ale także pewnego poziomu wiary; wiary, że technokraci są mądrzejsi od ciebie i mają na uwadze twoje dobro. Większość ludzi nie ma takiej wiary w innych, zwłaszcza w urzędników państwowych i prezesów korporacji. Zauważyłem jednak niepokojącą tendencję do ślepej wiary w sztuczną inteligencję.
W końcu algorytmy są ostatecznym obiektywnym źródłem, prawda? Nie mają emocji, więc jak mogłyby cierpieć z powodu stronniczości?
Ach, i tu pojawia się wielkie oszustwo. Jak powtarzam od wielu lat, sztuczna inteligencja jest tak przeceniana, że aż trudno w to uwierzyć. Ilość energii elektrycznej i kapitału ludzkiego inwestowanego w sztuczną inteligencję jest już ogromna, a do dalszego „ewoluowania” tych systemów potrzeba jeszcze więcej zasobów. A jednak żadna sztuczna inteligencja NIGDY nie wynalazła niczego nowego bez znacznego wkładu ludzkiego na każdym poziomie. Sztuczna inteligencja nie tworzy samodzielnie i wątpię, czy kiedykolwiek będzie w stanie to robić.
Dlaczego inwestujemy tak wiele zasobów w coś, co tak naprawdę jest niczym więcej niż ulepszoną wyszukiwarką? Nie zrozumcie mnie źle, zdaję sobie sprawę, że sztuczna inteligencja ma ogromny potencjał jako narzędzie rozwoju. Z pewnością ułatwia badania i przyspiesza realizację projektów, ale nie jest intuicyjna i często się myli.
Czasami korzystałem z aplikacji takich jak ChatGPT i Grok, aby znaleźć niejasne źródła danych i cytatów, ale aby to zrobić, trzeba już wiedzieć, czego się szuka. Każda aplikacja czasami mnie okłamywała, podając fałszywe informacje i nieproszoną propagandę (Grok przynajmniej przyznaje, że może dostarczać stronnicze treści lub przyznaje się do błędu, gdy jest osaczony przez sprzeczne dane).
Ale ponownie, sztuczna inteligencja nie może wprowadzić cię w błąd, chyba że uczestniczysz w złudzeniu, że sztuczna inteligencja jest nieomylna. Niestety, zbyt wiele osób wpada w tę pułapkę. Widzę, jak ludzie nieustannie cytują sztuczną inteligencję bez sprawdzania źródeł. Używają sztucznej inteligencji jako źródła, a tego właśnie chcą globaliści.
Jeśli większość ludzi na świecie zacznie używać sztucznej inteligencji jako domyślnego źródła wiedzy akademickiej lub filozoficznej, globalistom się to opłaci. Każdy otrzyma te same odpowiedzi, które zostaną zaprogramowane przez rządzących, i nawet jeśli odpowiedzi te będą błędne, będą one uważane za poprawne, ponieważ nikt nie będzie miał informacji przeciwnych.
Zagłębiłem się w ten problem w zeszłym roku w moim artykule „Trzy przerażające konsekwencje sztucznej inteligencji, o których być może nie pomyślałeś”. Ponownie, uczestnictwo jest kluczem do zniewolenia. Ludzkie lenistwo w pewnym sensie daje sztucznej inteligencji pozwolenie na panowanie nad nami.
Oglądałem ostatnio dyskusję z Elonem Muskiem podczas Saudyjskiego Forum Inwestycyjnego, które zostało zorganizowane jako kontynuacja Saudyjskiej Agendy 2030 (w zasadzie są to te same osoby, co podczas Światowego Szczytu Rządów w Dubaju), a także jego komentarze podczas ostatniego zgromadzenia akcjonariuszy Tesli. Musk argumentował, że:
„W dłuższej perspektywie to sztuczna inteligencja będzie rządzić, szczerze mówiąc, a nie ludzie… Jeśli sztuczna inteligencja znacznie przewyższy sumę ludzkiej inteligencji, trudno sobie wyobrazić, że to ludzie będą faktycznie rządzić. Musimy więc po prostu zadbać o to, aby sztuczna inteligencja była przyjazna…”
Wyjaśnił również dość utopijną wizję najbliższych kilku dekad (jak to robią wszyscy futuryści), przewidując świat bez pracy, bez niedostatku i bez większości ludzkich zmagań, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Jest to wizja bardzo podobna do tej, którą elity i potentaci korporacyjni sprzedali opinii publicznej, przewidując 15-godzinny tydzień pracy podczas pierwszej rewolucji przemysłowej. Ideał Muska różni się tylko tym, że opowiada się on za życzliwą sztuczną inteligencją wyszkoloną przez libertarian, a nie nadrzędną sztuczną inteligencją wyszkoloną przez globalistów.
Podsumowując: sztuczna inteligencja będzie „rządzić” tylko wtedy, gdy społeczeństwo jej na to pozwoli. W każdej chwili możemy to wszystko wyłączyć. Możesz teraz wyjąć telefon komórkowy z kieszeni i wyrzucić go, zmniejszając swój cyfrowy ślad i stając się praktycznie niewidocznym w porównaniu z wczoraj. Co więcej, całe społeczeństwo może powiedzieć „nie” rządowi sztucznej inteligencji. Pytanie brzmi: czy to zrobimy?
Na razie dam Muskowi kredyt zaufania, zakładając, że chce on wykorzystać sztuczną inteligencję w dobrym celu, ale nie mogę nie zauważyć, że idea kolektywizmu zawsze opiera się na obietnicy ekonomicznego raju. Świat, o którym marzy Musk, prawdopodobnie nigdy nie będzie istniał. Myślę, że system najpierw ulegnie załamaniu.
Oznacza to, że technokracja zostanie wprowadzona, ale ulegnie implozji, gdy okaże się, że sztuczna inteligencja nie jest cudownym lekarstwem, a korzyści nie przewyższają utraty wolności, której wymaga cyfrowy gułag. Lenistwo działa jak opium dla mas tylko wtedy, gdy nie powoduje bólu. Ból tworzy motywację, a motywacja prowadzi do buntu.
Co więcej, zasoby energii, które obecnie posiadamy, w żadnym wypadku nie są w stanie zasilić renesansu sztucznej inteligencji, którego pragną elity. Nawet Musk przyznaje, że energia jest ostatecznym wąskim gardłem i że do zasilania przyszłego rozwoju sztucznej inteligencji potrzebny byłby wzrost produkcji energii na całym świecie o 50% do 100%. Alternatywne szacunki wskazują na konieczność wzrostu produkcji energii o 300%.
Żadne państwo o dużej populacji na świecie, w tym Stany Zjednoczone, nie dysponuje siecią energetyczną umożliwiającą każdemu obywatelowi posiadanie i użytkowanie samochodu elektrycznego. Wyobraźmy sobie ilość energii potrzebną do zatrudnienia milionów robotów i maszyn sterowanych przez sztuczną inteligencję, które zastąpiłyby ludzkich pracowników.
Typowa zielona energia nie wystarczy, ponieważ jest bardzo nieefektywna. Jedynie ogromna ekspansja energii jądrowej mogłaby rozwiązać ten problem (lub energia fuzji, jeśli kiedykolwiek uda się ją opanować). Koszt ekonomiczny byłby bezprecedensowy (setki bilionów dolarów). Praca wymagana do wygenerowania takiego bogactwa energetycznego oznaczałaby WIĘCEJ pracy dla ludzkości, a nie mniej. Oznaczałoby to więcej zmagań, więcej gniewu i większe prawdopodobieństwo załamania społecznego.
Mam wiele problemów z futurystami, ale najbardziej niepokoi mnie ich zwyczaj ignorowania czynnika ludzkiego w swoich technokratycznych teoriach. Sztuczna inteligencja rządząca światem nie jest nieunikniona, zależy od dobrowolnej zgody ludzi, tak jak wszystko, co dotyczy technokracji, zależy od zgody ludzi.
Nie twierdzę, że powinniśmy być „przeciwni technologii”, tylko że możemy i musimy być panami technologii. To my decydujemy o przyszłości, a nie sztuczna inteligencja. Technologia jest drugorzędna i ostatecznie nieistotna w porównaniu z ludzkim doświadczeniem. Jeśli dana technologia nie poprawia naszego życia i nie czyni go bardziej wolnym, a zamiast tego sprawia, że nasze istnienie staje się udręką, to powinna zostać obrócona w popiół wraz z globalistycznymi instytucjami, które wymagają od nas, abyśmy „nic nie posiadali i byli szczęśliwi”.
Autor: Brandon Smith
Źródło
